I chciałbym, i boję się

Dzisiaj bardziej biblijnie i blisko skóry. Przeczytałem jeden z tych fragmentów, które tną ostro, aż do szpiku. Choć wymaga to zastanowienia… Piotr pisze:

Nie lękajcie się więc gróźb ich i nie trwóżcie się. Lecz Chrystusa Pana poświęcajcie w sercach waszych, zawsze gotowi do obrony …/ wytłumaczenia się z nadziei 1P 3

Poszedłem tropem przypisów i zauważyłem, że te zdania są prawie bezpośrednio zaczerpnięte z Izajasza (co zresztą nie powinno dziwić, duża część Nowego Testamentu jest parafrazą, reinterpretacją Starego):

nie bójcie się tego, czego on [ten lud] się boi, ani się nie trwóżcie! Tylko Pana Zastępów miejcie za Świętego, niech On będzie waszą bojaźnią i On waszym lękiem! Iz 8

Wynika z tych urywków bardzo ciekawa zasada: to, czego się boisz, to właśnie najbardziej respektujesz, czcisz. Ktoś powiedział, że ludzie robią rzeczy z dwóch pobudek: z lęku i z miłości. Całkowicie się z tym zgadzam. Zresztą, jak pisze Jan, „w miłości nie ma lęku” (1J 4).

Strach i obawa jest potężną siłą, która porusza jednostki i całe narody. Czasem niedostrzegalną, ale faktyczną. To nasza codzienność. Szczerze: ile dni w roku idę do pracy, bo chcę? A ile, bo muszę, bo się boję, że bez pracy nie będę miał za co jeść, mieszkać, ubrać się? No i że lepszej pracy nie znajdę.

Również większość niepokojących ruchów społecznych i mechanizmów władzy opiera się na strachu. Cały ten świat strachem stoi. Nawet kościół bywa sparaliżowany strachem. Biskupi boją się wyjawić jedno, bo ktoś wyciągnie drugie. Lęk przed wyjawieniem grzechu i lęk przed utratą tego, co (pozornie) grzech nam daje, trzyma nas w szachu.

Ja jednak osobiście głęboko wierzę, że życie z miłości jest bożym stylem życia, królewskim. Co więcej, jest możliwe do realizacji! Bo do takiego, wolnego od lęku życia zostaliśmy wszyscy zaprojektowani. I o to się staram. Ale jak? Co trzeba zrobić? Poświęcać Pana w sercu. Co to znaczy? Taka wirtualna kropielnica z wodą święconą w sercu? Nie, no absurd!

Uświęcenie zawsze oznacza oddzielenie. Tutaj: oddziel Pana jako jedyną osobę, siłę, której się w życiu obawiasz. Oddziel od wszystkich innych lęków, które zaraz przepadną. Jest to zupełnie inny jakościowo strach. Ludzie mają kłopot z pojmowaniem bojaźni bożej. Popadają w skrajności.

Albo boją się Boga jak… Zeusa, złowrogiego Deusa-maximusa, któremu lepiej się nie narażać, albo nie boją się wcale. No bo, co? Jakoś to będzie. Spójrz: jak można się bać kogoś, kto jest tak bardzo łaskawy?! Można. W tym sensie, że właśnie z ogromu doświadczonej łaski nabierasz respektu, szacunku, kochasz i słuchasz.

Ciekawe, że dalej Izajasz pisze o Mesjaszu jako kamieniu węgielnym, o który się potkną ci, co nie wierzą Słowu. I znów dokładnie to bierze Piotr (rozdz.2), odnosząc do Jezusa. Wszyscy, którzy nie dowierzają łasce, potkną się i rozwalą nos. Wszyscy, którzy wolą się bać wszystkiego, tylko nie Boga.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: