Gupi

A. jedzie z U. odebrać Fi. z przedszkola. Jedynka, luz, hamulec, jedynka, hamulec, luz, jedynka luz, ręczny… – tak się wlecze za sznurem samochodów. Żar leje się z nieba na zapuszkowanych kierowców, pasażerów. Wtem…
— Ło, ho, ho, ha, ha, he, he!!! – Śmiech szaleńca. Głośny, dziki, wręcz agresywny. Aż trochę strach, może okno zamknąć? Tak na wszelki wypadek – sekunda zastanowienia, za późno: znów ryk żartownisia, który pędzi – jak się okazuje – rowerem, z efektem Dopplera: – Ło, ho, ho, ha, ha, stójcie sobie w tym korku, frajerzy, stójcie, fagasy! Ha, ha! – Ale to nie byłem ja. Być może był to jakiś inny kierowca, który akurat tego dnia zostawił auto żonie.

W końcu Fi. z przedszkola wzięty. Często wpadają potem razem na plac zabaw – tam, nieopodal. U. dostrzegła kredę u innego chłopca. Ale jak to w piosence: „Chciało się Kasi jagódek, ale ich wziąć skąd nie miała, Jaś miał ich cały ogródek, lecz Kasia prosić nie śmiała”. Żeby historia dobrze się skończyła, A. wyprzedza i zachęca:
— Ulciu, idź do chłopca i poproś, może pożyczy ci kredę.
— M-mm.
— Wstydzisz się?
— Tak.
— No pójdź, powiesz: „Cześć, jestem Ula, pożyczysz mi kredę”? – U. nic, tylko marszczy nosek, stoi. Wtedy Fi., który dotąd tylko przysłuchiwał się temu, wkracza do akcji. Idzie.
— Chłopcu… Pożyczysz kredę dla Ulci?
— Tak, mogę pożyczyć. – Zgadza się chłopiec – bezimienny kredodzierżca. Załatwione, Fi. zadowolony z siebie przychodzi do U. ze zdobyczą.
— Zobacz, Ulciu, pożyczyłem kredę od chłopca dla ciebie! – Szczęście U. Ale też szczęście A., bo to bardzo nieoczywiste – to zachowanie Fi.: że zwrócił uwagę, usłyszał, że zrozumiał sytuację, że poszedł i poprosił, i że w ogóle chciał coś dla siostry zrobić. Pochwały, pochwały…

Potem wracają. Z tyłu samochodu daje się słyszeć olśnienie U. – werbalnie wyrażone:
— Mamo, ja jestem gruby Pit! A Filo jest Kaczor Donald! A ty – Gupi!
— Raczej Goofy. – Poprawia A. – Chociaż to chyba na jedno wychodzi. A tata? (Może chociaż jemu się rola dobrze dostanie.)
— Tata jest Miki.
— A babcia Ania?
— Babcia to… yy, babcia… to Minnie!
Tak słucham tej historii – nawet mi się spodobało; nie najgorzej mnie córka zaszeregowała. W końcu to ona – Myszka…, ekhm, on – Miki – jest najważniejszy w większości tych filmów, prowadzi akcję, gra pierwszą rolę i wszystkim przykładnie pomaga. Bohater. Tylko… dlaczego U. chce być grubym Pitem??

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: