Grzeczni

– Babcia Bożenka ma wyjść! – Krzyczy U.
– Ale to ja muszę wyjść. – Tłumaczy A.
– Nie, ty nie wychodzisz!
– Wychodzę.
– Ja wyjdę z tobą.
– Nie, ja muszę sama, bo idę do lekarza. – I tak dalej – opowiada mi o tej scenie A.
– Aha. – Potakuję i komentuję. – Już to sobie wyobrażam. Genialna logika Uli: skoro babcia zostaje, żeby mama mogła wyjść, to babcia musi wyjść, żeby mama mogła zostać. I w dodatku wyrażanie sprzeciwu nie ma skali; jest tylko zero albo maksimum. Czyli jak się coś nie podoba, to w najwyższe tony i histeria. Skąd ona się tego nauczyła? Przecież my tak nie robimy. Wręcz przeciwnie. Al. moja siostra wręcz kiedyś mówiła, pamiętasz, „Boże, ale wy się beznadziejnie kłócicie”. W sensie, że tak spokojnie.
– A najlepsze, że potem się chwaliła: „I byłam już grzeczna”.
– No właśnie, przeszła na zero.

Wieczorem kąpią się razem: Fi. z U. Kłótnia. Wyjmuję Fi.
– Tato, teraz musisz mnie przeprosić.
– Za co?
– Za to, że byłeś niemiły.
– Przykro mi, ale ja cię po prostu wyjąłem i zrobiłem to delikatnie. Specjalnie delikatnie, żebyś nie miał się do czego przyczepić. – Z trudem kończę zdania poprzez jęki i wyrzekanie Fi. – A wyjąłem akurat ciebie, bo ty pierwszy przegiąłeś. Nikt ci nie kazał wrzeszczeć z całej siły na U.
Fi. do wanny wrócił. Za chwilę znowu kłótnia.
– Tato, wyjmij Fila z wanny. – Skarży się U. Ja nic, tylko patrzę spokojnie, jak zerkają na siebie z zawiścią. Zastanawiam się.
– Nie, tym razem wyjmę ciebie. – Chwytam U. Już jest na podłodze.
– Aaa! Tato, idź!
– Ula, nikt ci nie kazał chlapać Filowi w oczy. Chcesz wrócić? Nie będziecie już się kłócić? – Wraca. Bawią się. Po chwili U.:
– Tato, już się nie kłócimy.
– Bardzo się cieszę, że się nie kłócicie. – W myślach trąbię sukces.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: