Grupa ryzyka

Jestem w grupie ryzyka zachorowania na tę chorobę. Diagnoza nie pozostawia wątpliwości: chodzę do kościoła, modlę się tam, a nawet występuję na scenie w świetle reflektorów, ze swoim instrumentem w zespole uwielbienia.

Istnieje wysokie ryzyko, że znajdę się w grupie ludzi, którą dość nieprzychylnie opisał Jezus:

„Również gdy się modlisz, nie bądź jak obłudnicy. Ci bowiem lubią się modlić w synagogach i na rogach głównych ulic, aby się pokazać ludziom. Zapewniam was, odbierają swą całą zapłatę”. Mt‬ ‭6:5

Synagoga to również (po prostu) „zgromadzenie”, miejsce spotkań i wspólnych modlitw. Czy to złe miejsce do modlitwy? Albo na rogach ulic? Nie… Czy Jezus coś takiego powiedział? Nie. No więc… co jest „nie tak” z nimi – z tymi ludźmi?

Proste: chcą się pokazać ludziom. I jakoś tak wychodzi, że… po prostu nigdzie indziej się nie modlą. Nie spędzają czasu z Bogiem w zamknięciu, zacisznym miejscu, a choćby i w spiżarce (jeśli nie ma nic lepszego). Mój przyjaciel miał z żoną takie małe mieszkanie, że modlił się w toalecie. Źle?

Właśnie dobrze, bo to jedyny sposób, aby zapobiec chorobie obłudy; gdy moja znajomość Boga jest tylko na pokaz, a życie wiary staje się religijną wydmuszką. Taką pisanką: piękną na zewnątrz, ale bez wartości w środku. Ani tego wysiedzieć, ani zjeść.

»
Autor: jpz2

Powiązane posty: