Groźna narzeczona

Naprawdę „Pieśń nad pieśniami” nosi właściwy tytuł. Ilekroć czytam tę księgę, czuję, że pisał ją człowiek doskonale doświadczony w miłości. Ale skąd mu się wzięła ta „groźna narzeczona”?

Autor używa dziwnych metafor, jakby nie dbając o to, czy czytelnik je zrozumie, za to z pełną i głęboką świadomością tego, o czym tak naprawdę pisze. Ba, ze znawstwem rzeczy! Tym bardziej moją uwagę przykuwa zawsze jeden fragment, którego nie pojmuję. A że tak jest, to na ogół coś sobie myślę na marginesie i biegnę dalej przez tekst. Dziś postanowiłem: muszę rozwiązać zagadkę. Przeczytałem raz jeszcze:

…jesteś piękna, moja przyjaciółko, jak Tyrsa, pełna wdzięku, jak Jeruzalem, groźna jak hufce waleczne/zbrojne zastępy! Odwróć swoje oczy ode mnie, bo mnie przerażają/niepokoją! Twoje włosy są jak stado kóz, które schodzą z Gileadu… (Pieśń 6:4-5, BW/BT)

Brzmi to dziwnie, taki przerywnik: – Ukochana, jesteś piękna miła, słodka, GROŹNA, STRASZNA, śliczna, dobra, gołąbeczko moja! – Coś tu nie pasuje, czyż nie? Dlaczego oblubieniec mówi coś takiego do oblubienicy??

Moja interpretacja była taka: w kobiecej duszy jest zawsze taka struna bohaterki, wojowniczki. To na niej chce zagrać oblubieniec. To charakter Lady Marion od Robin Hooda albo Eowiny z trylogii Tolkiena, która skrywa pod hełmem blond warkocz i z własnym mieczem wyrusza konno do bitwy, zawstydzając niejednego giermka…

– Tak myślisz? – Nie dowierza kolega, z którym podzieliłem się swoimi wątpliwościami.
– No, tak myślę, a masz lepsze wytłumaczenie?
– Dlaczego mówi o niej „groźna”, a jej wzrok go przeraża?
– Mhm…
– To tyle czasu już jesteś ze swoją lubą i nie znasz jeszcze tego wzroku?
– No znam, znam – odpowiadam uprzejmie – ale myślisz, że to o to chodzi?
– No tak! On chce ją tak dowartościować, żeby poczuła, że ma nad nim trochę władzy i może porządzić.

Aha. To ciekawe. Ale biorąc pod uwagę interpretacje biblistów, że Pieśń nad pieśniami obrazuje relację  Boga-oblubieńca do Jego ludu-oblubienicy albo Chrystusa do kościoła, zacząłem wątpić w sens obu tych wyjaśnień. Bóg przecież nie oczekuje od oblubienicy, że będzie ćwiczyć mięśnie i toczyć krwawe krucjaty. Zamiast tego ona ma się wystroić w najdroższą, najpiękniejszą sukienkę – sprawiedliwe uczynki świętych. Bóg też nie obawia się i nie dopuszcza dominacji oblubienicy, ani też nie zamierza wabić jej urokiem udzielonej władzy.

Zapytałem w końcu najmądrzejszą żonę, co o tym myśli (w końcu może coś wiedzieć o uczuciach wychwalanej kobiety), a ona tak odpowiedziała:
– Jest groźna, bo jest zakochana.
– Ale dla kogo groźna?
– Dla wszystkich, którzy chcieliby zaszkodzić jej oblubieńcowi.

I, powiem wam, to jest myśl! Niepokojące, przerażające oczy zakochanej. Ona – niby gołąbeczka ukryta w skalnej szczelinie – a jednak gotowa na wszystko dla swego ukochanego. To jest postawa względem Jezusa, o której mogę dziś pomarzyć. A jutro…

Autor: jpz2

Powiązane posty: