Głupia miłość

Pamiętam, że Jerzy Stuhr powiedział coś w stylu: „Wszystko, co w życiu dobrego zrobiłem, to było dla mojej żony”. Słodki naiwniak, a może lizus i kłamczuch?

Ja osobiście wolę myśleć, że autorem tych słów jest po prostu doświadczony człowiek, któremu się „udało”, to doświadczenie mówi mu: – Najlepsze rzeczy robimy z miłości.

Przy czym oczywiście wszyscy kochamy inaczej. Po pierwsze, kochamy inne przedmioty, sprawy, ludzi, a nawet innych bogów. Po drugie, kochamy z różną mocą, bardziej lub mniej namiętnie, wiernie, świeżo, inaczej też to wyrażamy. Ale najważniejsza różnica polega chyba na tym, że każdy płaci różną cenę za miłość. A mówi się, że trzeba kochać nad życie, bo tylko taka miłość ma sens. Czy gotowy jestem, w zwykłych czy niezwykłych okolicznościach oddać wszystko za miłość? Czy chciałbym tego? Jak bym się z tym czuł? Autor Pieśni nad pieśniami pisze pod koniec tak:

Jeśliby kto chciał oddać za miłość całe swoje mienie, to czy zasługuje na pogardę? (Pnp 8:7b, BW)

Na pewno ktoś taki zasługuje na pogardę, jeśli miłość nie istnieje (tylko chemia). Albo istnieje, ale nie jest żarliwa – na jedno wychodzi. Zasługuje również wtedy, gdy kocha niewłaściwą osobę. Pół biedy, jeśli facet traci głowę dla fatalnej kobiety. Pół biedy, jeśli kobieta oddaje serce potwornemu mężczyźnie. Gorzej, jeśli człowiek poświęca się fałszywemu bogu.

Autor: jpz2

Powiązane posty: