• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Wszystko się rodzi

    — Tato, dlaczego wszystko umiera i rodzi się na nowo? – Zapytał Fi. nagle, gdy zatrzymaliśmy się rowerami przed przejściem dla pieszych.

    Taka to była przejażdżka – wzdłuż kwitnących akacji, zawiązków owoców czereśni, fruwających pyłków innych drzew i w słońcu. Oto wokół nas wybujała z całą siłą wiosna, wszystko dźwigająca do życia z brązowej, wiotkiej mizerii. I można to było poczuć tak mocno, jak to tylko w mieście możliwe.

    Że się więc rodzi – to zrozumiałe. Ale dlaczego zapytał o umieranie? Nie szkodzi, oczywiście, ale ciekawe… Lubię takie filozoficzne refleksje, bardzo lubię. – „Na takie pytanie wypada odpowiedzieć szybko i celnie”. – Taka była moja pierwsza myśl.

    — Dlaczego wszystko umiera i rodzi się na nowo? – Powtórzyłem za synem. – To bardzo dobre pytanie, bardzo dobre, Filu… – Ruszyliśmy w dalszą drogę, mijając furtkę SGGW. Właściwie tak dobre to było pytanie, że aż szkoda psuć go odpowiedzią. Ale on nie zrozumie tego żartu. W końcu zdobyłem się na jakieś wytłumaczenie: – Wiesz, Filu, chyba dlatego, że Bóg lubi nowe początki. – Po namyśle dodałem: – I my też lubimy, co?
    — Tak.

    Dalej nie mówiliśmy już wiele. Jak to chłopaki. Przypomniały mi się różne początki: i ten sześć lat temu, gdy Fi. przyszedł na świat. I te, kiedy przepraszałem dzieci za coś – albo dzieci mnie (a „przepraszam” to zawsze nowy początek). I początki jazdy Fi. na rowerze. I wiele innych… Za każdym razem coś w nas umierało.