• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Nie ma ciśnienia

    Czyżby? Każdy jest przyzwyczajony do jakiegoś ciśnienia.

    Czy jest taki poziom, który można uznać za niezdrowy? Kłótnie w rodzinie, kłótnie w pracy, długi, obciążenia z przeszłości, odpowiedzialność, czekające wydatki, niepewne jutro, niepewne zdrowie, niewiara w siebie…

    Podsłuchałem dziś w tramwaju: „nie ma ciśnienia”. Czasem tak mówimy. Upewniamy się nawzajem, że dana sprawa nie wymaga nadmiernego wysiłku. Miła odmiana. Miłe słowa: nie ma ciśnienia. Nareszcie!

    Jednak wyćwiczeni nurkowie potrafią znieść więcej niż pierwszy lepszy człowiek z ulicy. Też mają swoje granice, ale jakby przesunięte.

    Przy zmianie pogody jedni cierpią na ból głowy, a drudzy tylko zastanawiają się, czy wziąć dziś parasol. Każdy ma swoją wrażliwość.

    Napisano, że Bóg nie obciąży cię nigdy takim ciężarem, którego nie będziesz w stanie unieść (por. 1 Kor. 10:13). A jednak obciąża. Czemu to robi? Właściwie nie On sam, ale – za Jego zachętą i przykładem – każdy z Jego sług-przyjaciół bierze swój obciążnik, zwany krzyżem.

    Na początku próbuje mały – darowizna, jałmużna. Gdy już to mu idzie nieźle (czyli z radością), bierze się za następne: przebaczenie. Potem jeszcze większe: jakaś miłość (i odpowiedzialność, wierność). I znów większy – jakaś misja, najczęściej przekraczająca naturalne możliwości delikwenta.

    Czy to ma sens? Jakiś ma. Często go widać jak we mgle – tylko trochę. Ale ta mgła to nie taka zwykła mgła. To obłok – bożej obecności, a w niej: radości, pokoju, ulgi, wdzięczności… Bez ciśnienia.