• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Najgłupsze, co słyszałam

    Sprzątamy po gościach. Fi. rysuje, U. uprawia leniwą gimnastykę na podłodze i przypatruje się. Ni stąd ni zowąd, wziąłem A. na kolana, pocałowaliśmy się. Tak krótko.
    – Ble! – Dochodzi z poziomu podłogi. U. jakby chciała zaznaczyć: jestem tu i patrzę.
    – Nie lubisz jak się całujemy? – Pyta A. wprost.
    – Nie, to głupie, miłość to najgłupsza rzecz, jaką słyszałam.
    – Ale wiesz, jest miłość rodziców do dzieci – wylicza A. – miłość między tatą i mamą, miłość brata i siostry, i wnuczka do babci – są różne… odcienie miłości (chwilowa zaduma, czy to dobre słowo: „odcienie”).
    – Miłość jest głupia.
    – E tam, Ula, taki buziak to lajcik…
    A. częstuje mnie ironicznym uśmieszkiem.
    – Ale co? Jak chłopak i dziewczyna się kochają, to jest głupie, tak? – Teraz już na serio ruszam temat.
    – Tak.
    – Ale wiesz, Ula, miłość to jest jedyne, co nas z mamą trzyma razem. Nie mamy żadnego kredytu, wspólny majątek – to prawie że nic. Żadnych wspólnych wrogów. Gdybyśmy się nie kochali, to byśmy się chyba rozeszli. I co wtedy z wami?
    – My byśmy byli samodzielni. – Poważnie włącza się do rozmowy Fi. – I każdy miałby własny namiot, i byłby samotny i nieszczęśliwy.
    O, to zaskakujący zwrot akcji. Przy okazji jakaś struna mojej duszy drgnęła i usłyszałem mongolskie śpiewy przy jurcie, na środku pustkowia. Poczułem zew przestrzeni. Szybko wracam do naszej rzeczywistości (ursynowskiego bloku).
    – Ano właśnie… Dobrze jest być samodzielnym, ale dobrze też mieszkać razem. A… na przykład babcia Ania? Bez niej byłoby wam smutno, co?
    – No, tak, smutno…
    – No, bez babci. A co dopiero bez taty albo mamy. Czyli może jednak miłość nie jest taka głupia…