• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Ile, synku?

    Stałem i przysłuchiwałem się wymianie zdań. Xa spuściła wzrok, i przesuwając nerwowo długopisem, tłumaczyła raz jeszcze, o co jej chodzi. Obok siedziała i denerwowała się Ya. Jej głos, bardzo pewny siebie – nie wiadomo, czy był bardziej agresywny, czy obronny. Próbowałem rozsądzać, kto ma rację. Albo może obie mają, tylko nie bardzo mogą się porozumieć…

    W tym wszystkim zastanawiałem się też, po której ja jestem stronie. Dziwiłem się i czułem też tak, jakbym to widział z góry, jak ludzie, którzy przeżyli śmierć kliniczną. Z kim jestem w drużynie? Oczywiście, że z Ya. Przecież Xa nas kontroluje. Nie wszystko rozumie, w papierach brak potrzebnych informacji, stąd podejrzenia. Niepotrzebne. Z nią też jestem jakby na jednym wózku. Obojgu nam zależy, żeby wszystko tutaj grało.

    Jest czysto. Ja to wiem. Stoję więc dalej, oparty ramieniem o szafę, zerkam na filiżanki opróżnione z kawy, które przynosiłem tu parę godzin temu. Skrzyżowałem ramiona i tak stoję, i słucham… Wreszcie uda mi się zabrać głos. Jak najbardziej węzłowato:
    – Bo nie chodzi o to, że wcześniej za mało, tylko że później za dużo. To jasne. My już to uzasadnimy… Proszę nam dać piętnaście minut. – Kończę wymianę zdań i wychodzimy z Ya.

    Po paru godzinach wychodzę wreszcie, wracam do domu. Wilgotne, ciepłe powietrze przewiewa mnie ze wszystkich stron. Teraz dopiero dziwię się sam sobie: skąd taki spokój? Taka pewność? Nie ćwiczę jogi, nie wizualizuję sobie matriksów itp. Absurdalne wręcz poczucie, że ktoś czuwa. A właściwie więcej niż czuwa. On wie, a nawet wszystko ubezpieczył. Ma kwity, weksle, poświadczenia.

    Ma prawo do wszystkiego i wpływ na każdą rzecz, która się wydarzyła i wydarzy. Sięga ręką w lewo i w prawo – przeszłość i przyszłość. Jest zawsze wypłacalny. Jest jakby we mnie, bo zna emocje, wątpliwości, decyzje. Kiedy mam kłopoty, idę tylko do Niego, bez słowa szuram nerwowo nóżką po lśniącej, szmaragdowej posadzce sali tronowej, a On już wszystko wie i zadaje z uśmiechem tylko jedno pytanie: ile, synku?