• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Goły facet

    — O, proszę, a tam pani w szlafroczku sobie chodzi. – G. spojrzała przez okno. Kilka osób machinalnie podniosło wzrok na ten sam balkon.
    — A, faktycznie, oho… – Potakują.
    — A ta pani zerka na nas i myśli: „O proszę, a tam sobie pracują”. – Komentuję ironicznie. Bo akurat widać, że nikt nie pracuje.

    — A wiecie, u nas w miasteczku są wielkie bloki i jeden taki ogródek przylegający do parteru. I tam sobie wychodzi pani w koronkowej, czarnej turniurce czy halce i siada. – Pokazuje G. gest odgarniania fali włosów. Wygląda to teatralnie, jako że sama włosy ma krótko przystrzyżone. – I siada tak sobie codziennie rano, jak tylko jest słońce, prawie że półnaga. I całe bloki widzą to.
    — Tak… I podśpiewuje sobie Martynę Jakubowicz: „w domach z betonu…” – Żartuję.
    — A może, ha ha, możliwe.
    — A ona jest samotna? – Zainteresowała się K.
    — Nie, nie…

    — Kiedyś, jak tu jeszcze siedziałem – wcinam się, nie zmieniając tematu – to przyszła pani T. i coś mówi do mnie, mówi i… nagle ją jakby zatkało. Utkwiła gdzieś daleko wzrok i nic. A ja jak zwykle tyłem do okna, więc nie wiem, o co chodzi. – „Goły facet, Panie Janku, goły… no niech Pan zobaczy” – Zachęca. Odwróciłem się, ale już się schował. Zresztą specjalnie mi nie zależało… – Zakończyłem sensacyjną opowieść.

    — Wiecie, ale są tacy ludzie na osiedlach – do głosu wróciła G. – którzy podglądają; przez lornetki, lunety…
    — Może i mają co… Jakaś kobieta sobie rozmasuje piersi przed spaniem albo co… Wtedy mają swoje dwie minuty szczęścia…

    Mój własny, skwaszony komentarz przypomina mi bilbord, który reklamował Big Brothera hasłem: „wejdź z butami w cudze życie” – chciałoby się rzec: genialnie proste i zero żenady.

    Było, nie było, pani w szlafroczku pojawiła się za oknem, a nie tu. Stała się tylko przedmiotem i przyczynkiem do towarzyskiej, dość pustej rozmowy. Ot, drobna rozrywka dla zabicia czasu, zapełnienia ciszy. Zrozumiałe. Zdaje się, że pani była na widelcu. Ale nie, właściwie nie.

    Zazdroszczę ludziom, którzy nie podglądają i nie ślizgają się po powierzchownych spostrzeżeniach, ale robią coś przeciwnego: potrafią tête-à-tête w naturalny sposób zejść na głębszy, znaczący poziom rozmowy. Budzą zaufanie, są transparentni – prawie że taki „goły facet” w pewnym sensie.