• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Dużo kwiatów

    — I powiedziałam: „A jak dorośniemy, to weźmiemy ślub”.
    — O, a co on powiedział? Był zachwycony?
    — No, tak. I powiedział, że wtedy kupimy sobie dużo kwiatów.
    — O, no proszę. Chłopiec z fantazją.

    Taki dialog. Później rozmawiam z W. Obok przebiegają U. i T. – ci, co się tak kochają.
    — Wczoraj była miłość taka, że hej… – Opowiadam. – Na grupce domowej. Siedzieli na balkonie, trzymali się za ręce, zachód słońca…
    — O, a moja córka ostatnio mówi do mamy: „A wiesz, że ja się całowałam?” – W. podrabia głos dziewczynki falsetem. – „Taak?” Pyta mama. „Z kim?”

    — I co, powiedziała z kim? Czy się wstydziła?
    — Nie, powiedziała! Nawet znasz go, to B.
    — A, no tak, ha ha. A oni co, znają się z podwórka?
    — Nie, do jednego przedszkola…
    — No ładnie.

    Dla mnie jest jeszcze za wcześnie, żeby się praktycznie i poważnie nad tym zastanawiać, ale pomyślmy: co (i dlaczego?) czuje rodzic, a co dziecko, gdy ono się angażuje w jakąś pierwszą, szkolną miłość?

    Ha! Samo słowo „angażuje” jest ze świata dorosłych; niesie ze sobą „ciężar odpowiedzialności” i osobiste ryzyko. Chodzi o strach – o tę drugą osobę, o siebie. Bo co, jeśli nie wyjdzie nam, jeśli się skrzywdzimy nawzajem? Oczywiście przemawiają za tym złe doświadczenia.

    Ja nie miałem ich za wiele, więc patrzę na kwestię dosyć beztrosko. Choć daleko mi do młodzieży i dzieci. Ich beztroska jest bezbrzeżna. Czasem może i głupia, ale dla mnie bardziej pociągająca niż głupia.

    Pójdźmy dalej! Żeby się tak zastanowić: ile rzeczy w życiu zrobiłem (lub nadal robię) z miłości, a ile – z lęku? A ilu NIE zrobiłem z lęku (albo z miłości)? Albo zamienić kryterium ilościowe na jakościowe: JAKIE to były rzeczy – te zrobione z miłości, a jakie z lęku?

    No to… jak tam? Dwa-zero dla diabła? Tego wylęknionego, pokurczonego demona? Czy raczej… będziemy kupować dużo kwiatów?