• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Co we mnie siedzi

    Skrajny przykład: dlaczego Bóg rozkazuje, prosi w Dekalogu, żeby żadnych wizerunków nie malować ani nie rzeźbić – Jego samego ani w ogóle żadnych rzeczy. Po pierwsze, dlatego, że – jak widać na załączonym obrazku, większość z nas nie posiada odpowiednich talentów i kwalifikacji do namalowania sensownie choćby pary oczu, nie mówiąc o innych, bardziej „ambitnych” dziełach.

    Przykład jest tak skrajny, że aż śmieszny. I straszny zarazem. W najgorszym razie takie wizerunki odbierają cześć Bogu – zupełnie tak, jakby były bałwanami albo jakimiś wrotami sił astralnych, które przekazują prośby, dziękczynienia i uwielbienie wyżej; gdzieś tam na Olimp, w miejsce niedostępne śmiertelnikowi.

    W najlepszym razie (w najłagodniejszej formie zwyrodnienia) zniekształcają obraz Boga prawdziwego. A ten mem w ogóle przesłała mi siostra: najpierw mnie rozśmieszył, potem pchnął do refleksji: jakże to? Czy miałby być Jezus zaskoczony tym, co jest w ludzkim sercu? Nie jest!

    Choć faktycznie, jak relacjonuje ewangelista Marek, Jezus uczył:

    „Albowiem z wnętrza, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, wszeteczeństwa, kradzieże, morderstwa, cudzołóstwo, chciwość, złość, podstęp, lubieżność, zawiść, bluźnierstwo, pycha, głupota; wszystko to złe pochodzi z wewnątrz i kala człowieka”. (Mk 7:21-23)

    Zatem… patrzę na ten mem, śmieję się i myślę: jak to dobrze (oj, jak to dobrze!!!), że dostałem  n o w e  serce od Jezusa. (Widząc moje stare, zapewne zrobił wielkie oczy – tak dla żartu tylko).