• Podobne posty

  • Tagi

  • Archiwa

  • Bawi cię to?

    Wraca do mnie wciąż rozmowa z Samarytanką przy studni i słowa Jezusa wypowiedziane tuż po:

    „Moim pokarmem jest wypełnienie woli Tego, który Mnie posłał, i dokonanie Jego dzieła.” Jana‬ ‭4:34‬ ‭SNP‬‬

    To słowo „pokarm” jest dobre, choć w moim odczuciu często źle rozumiane, zbyt poważnie. „Moim pokarmem” czyli: „moją radością, frajdą”, „tym, czym karmię swoją duszę” do tego stopnia, że nawet fizycznie przechodzi mi głód. Jezusa ta rozmowa wprawdzie nie bawiła (to złe określenie), ale dała mu mnóstwo radości.

    Dlaczego to jest ważne? Bo dostrzegam u siebie przeciwne nastawienie do tzw. woli Bożej. I sądzę, że nie tkwię w tym błędzie sam. Bóg po raz kolejny mnie prostuje i przypomina: dzielenie się Ewangelią jest czymś w rodzaju zabawy, takiej zabawy na serio. Dzień bez dzielenia się Bogiem (na rozmaite sposoby i przy zwykłych, i dziwnych okazjach) jest dniem straconym, pustym i bez sensu. Dzień, w którym „dokonujemy Jego dzieł”, jest dużo weselszy, spełniony.

    Ciągle więc nawracam się z myślenia kategoriami  zadania bojowego, ciężkiego jarzma: „moim obowiązkiem jest nieść dobrą nowinę na krańce świata” (czujecie już smrodek patosu i religijnego kieratu?). Jak zauważyła moja koleżanka, ten Jezusowy „pokarm – to również coś, co daje życie, siłę, zdrowie, żeby działać. Fajnie to sobie uświadomić”. Fajnie, bo to jest jakby stać przy studni i wiedzieć, że już nie musisz, nie potrzebujesz więcej z niej czerpać. Bo już jesteś opity… do rozpuku.