Głodny, ale cały i mocny

W jednym kontekście występują: post, dziurawe ubranie i bukłaki na wino. Co to ma znaczyć? Postanowiłem rozwikłać tę zagadkę.

Jezusowi zarzucono, że jego uczniowie nie poszczą. Co odpowiedział? Kilka rzeczy, najpierw to:

— Czyż mogą goście weselni pościć, gdy z nimi jest oblubieniec? Dopóki mają z sobą oblubieńca, nie mogą pościć. Ale przyjdą dni, kiedy im zostanie zabrany oblubieniec, a wówczas, owego dnia będą pościć. (Mar. 2:19-20, BW)

Jeśli chcę, żeby to miało jakiś sens dla mnie, dzisiaj, w 2014 r., to podstawowe pytanie brzmi: co to i po co post? Myślałem, że odkryję jakieś tajemnicze znaczenie tego słowa, ale nic z tego. Oryginalnie post oznacza po prostu powstrzymanie się od jedzenia. Współcześnie wierzy się w grecki podział człowieka na ciało i duszę, może jeszcze ducha, zależy od filozoficznej parafii. Dlatego post jest niewiarygodny jako wpływ praktyk fizycznych na stan duszy, ducha. Oczywiście wschodnie praktyki typu joga skrzętnie zagospodarowują tę niszę i to nie jest dobra tendencja. Ale wracam do postu. Ograniczenie jedzenia i innych przyjemności ciała pomaga odkryć istnienie Boga – że On jest i mówi.

Ale uczniowie Jezusa mieli Boga na wyciągnięcie ręki, dosłownie i namacalnie, mieli „oblubieńca”. Nie musieli pościć, żeby go znaleźć. A co ze mną? Z jednej strony Jezus powiedział, że zostanie zabrany i wtedy uczniowie będą pościć (to również o mnie). A z drugiej strony pozostawił Ducha Świętego, więc nie jest też tak, że jestem całkiem sam. A zatem: powinienem pościć, czy nie? Myślę, że to pytanie można zadać inaczej: mam być starą, czy nową szatą, albo starym, czy nowym bukłakiem?

Nikt nie przyszywa łaty z nowego sukna do starej szaty, bo inaczej łata obrywa nowe od starego i rozdarcie staje się większe. Nikt też nie wlewa młodego wina do starych bukłaków, bo inaczej wino rozsadzi bukłaki, i wino i bukłaki zniszczeją. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków. (Mar. 2: 21-22, BW)

Post jest potrzebny, ale właściwie nie jako procedura, cykliczny rytuał, ale jako styl życia. Właśnie po to, żeby się nie okazało, że chcę przyszyć Jezusa jak łatę do swojego dziurawego, cielesnego życia albo nalać go jak młode wino w moje stare życie kręcące się wokół niepewnych, materialnych spraw, w grę pozorów. Nawet nie chodzi o to, że takie przyszywanie i nalewanie byłoby nieprzyzwoite, że nie przystoi. Ale chodzi o to, że taka „partyzantka” miałaby straszny skutek: ten kochany Jezus, zamiast mnie uleczyć, rozdarłby mnie jeszcze gorzej i rozsadził.

Autor: jpz2

Powiązane posty: