Gleby – cz. 2. Pochwała głębokości

Co to właściwie znaczy, jeśli ktoś powie, że jestem „płytki”? To obelga, ujma? Pewne jest, że na płytkiej glebie, tj. na płytkim słuchaniu, rozumie nic pożytecznego nie wyrośnie.

Inne zaś padły na grunt skalisty, gdzie nie miały wiele ziemi, i szybko powschodziły, gdyż gleba nie była głęboka. A gdy wzeszło słońce, zostały spieczone, a że nie miały korzenia, uschły. (…) A posiany na gruncie skalistym, to ten, kto słucha słowa i zaraz z radością je przyjmuje, ale nie ma w sobie korzenia, nadto jest niestały i gdy przychodzi ucisk lub prześladowanie dla słowa, wnet się gorszy. (Mat. 13:5-6, 20-21, BW)

Trzeba zauważyć, że człowiek-skała jest o stopień lepszy od człowieka-drogi (opisanego w poprzednim odcinku). Przyjmuje ziarno, tzn. słowo, nawet z radością i nawet je rozumie. Zaczyna się starać, wysila się i rośnie. Ale nie wydaje owocu, bo na owoc trzeba czekać, a czas oczekiwania oznacza jedno: może być różnie. Przychodzą dni wilgotne, a po nich suche i straszne. Innymi słowy, jeśli chcę, żeby były ze mnie ludzie, żebym wydał dobry owoc, to muszę przetrwać życiowe niepogody. Bo że nadejdą – to wiem na pewno. Przetrwam tylko dzięki korzeniowi, który będzie punktem zaczepienia i źródłem pokarmu, kiedy z nieba przestaną kapać pieniądze.

Napisałem już prawie wszystko. Wrócę tylko do początku: czy to źle, gdy ktoś powie, że jestem płytki? Co to znaczy? Chyba tyle, że w środku jestem skałą, nic mnie do żywego nie dotyka, wszystko biorę powierzchownie, a że mam serce, można się tylko domyślać. Nie pozwalam niczemu i nikomu zagnieździć się we mnie i czerpać soki. Gdy ktoś się do mnie przywiąże, rzucę go, gdy stanie się niewygodny. I tak właśnie prostą drogą dojdę… donikąd.

Autor: jpz2

Powiązane posty: