Gleby – cz. 1. Nie mruż oczu

Pamiętam mojego pastora, jak powtarzał: „Zapamiętajcie jedno – to nie jest przypowieść o czterech glebach, tylko o SŁUCHANIU!” Dzisiaj opisuję pierwszą glebę, pardon, słuchanie…

Właściwie już „ruszyłem” na moim blogu tę przypowieść (Mat. 13:3-23) w moim wpisie „Bóg nie gra fair” z 24.10.2012. Wyjaśniałem, dlaczego niektórym ludziom nie jest dane znać tajemnice Królestwa i obfitować (Mat. 13:11-12). Zachęcałem, by otworzyć szeroko oczy i przyjąć Boga takiego, jakim On jest. Odrzucić swoje soczewki i pryzmaty, nie mrużyć oczu, a wtedy wszystko stanie się zrozumiałe. No, trudno, upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie, a znaki mocy i mądrość przychodzą „w pakiecie” (1 Kor. 1:21-24, BW).

Pierwszą glebą, o której wspomniał Jezus, była droga. Właściwie z drogi żadna gleba, nic na niej nie wykiełkuje i nie urośnie, bo jest twarda, utłuczona kołami, stopami. Podobnie żadne słowo nie ma szans zrodzić decyzji ani działania na twardej, betonowej głowie, utłuczonej nurtem idei, propagandą… To właśnie wyćwiczone postawy, schematy pojmowania i myślenia sprawiają, że człowiek nie potrafi przyjąć „głupiego zwiastowania”, nie rozumie go.

A gdy siał, padły niektóre ziarna na drogę i przyleciało ptactwo i zjadło je. (…) Do każdego, kto słucha słowa o Królestwie i nie rozumie, przychodzi Zły i porywa to, co zasiano w jego sercu: to jest ten, kto jest posiany na drogę. (Mat. 13:4,19)

A jak można wyjaśnić „porwanie ziarna” przez „Złego”? Albo zwykłym zapomnieniem, albo jakimś mechanizmem obronnym, który „tłumaczy” mnie w konfrontacji z Prawdą bożego Słowa. Relatywizuje, rozmywa ostre kontury w szarość… Szarość dni, szarość betonu.

Autor: jpz2

Powiązane posty: