Fotoplastykon

Byłem pierwszy raz w tym dziwnym pokoju, pachnącym historią. Pojechaliśmy do Centrum we trójkę: ja, Fi., U. Wycieczki cel pierwszy: pozwolić A. ugotować wszystko na jutrzejsze urodziny. Urodziny A. i moje. Wypadają w środę i czwartek, więc trochę falstart, ale tak było najlepiej. Cel drugi: kupić dla A. prezent, który – jak się okaże – będzie do wymiany, bo sukienkę, co prawda, wybrała sama, ale w internecie jakoś nie przymierzyła. Cel trzeci – last but not least – mieć z tej wyprawy jakąś przyjemność. Trochę słońca i wiatru we włosach, hulajnogi, metra, trochę słodkich daktyli, muffinek chapsnięty po drodze z Batidy, no i… Fotoplastykon Warszawski. 
Wchodzimy w oficynę kamienicy Hoserów – taka wysoka „studnia”. Kilka kroków z Alej Jerozolimskich i robi się zacisznie. Bez warkotu aut, bez wietrzyska. Drugie podwórko i brama, i drzwi. Robi się ciemniej. – Tato, czy to muzeum? – Pyta Fi. – Tak, Filu, to takie
muzeum, gdzie będziemy oglądać zdjęcia, takie przestrzenne, trójwymiarowe. Wystawa nazywa się „Warszawa sprzed 100 lat”. – Tłumaczę. Ciekawe, czy oni potrafią sobie wyobrazić sto lat. Nie podejmuję próby wyjaśnienia. Rzucam tylko: – To bardzo, bardzo stare zdjęcia. 
– Tato, czymaj mnie! – Prosi U., stojąc na taborecie, który rzeczywiście trochę się chybocze. Chyba dodatkowo zaniepokoiła ją gospodyni, która sprzedała mi bilet za cztery złote, a potem przyszła: – Niech Pan uważa, niech Pan usiądzie po środku i ich trzyma, bo tu nawet dorośli spadają. – I zniknęła. – Uuu… – Myślę. – Zapowiadają się mocne wrażenia. – Przytykam oczy do okularów. Lecą zdjęcia z 1915 i tym podobne: Ogród i Pałac Saski, Wilanów, Most Kierbedzia, Most Poniatowskiego i Wisła, Park Ujazdowski, targ na Sewerynowie (okolica Oboźnej), katedra św. Floriana itd. Nie wiem, chyba z pięćdziesiąt przeźroczy. Pięknie… Zatapiam się w ożywionej tu dla mnie historii mojego miasta – tej ślicznej i cebulowej zarazem Warszawy z czasu Wielkiej Wojny, Dwudziestolecia…
Wtem… – Fy-O-Ny-Ty-A-Ny- NA, fontanna! – Duka Fi. – Pięknie! Tak, Filu, Fontanna w Ogrodzie Saskim, dobrze przeczytałeś. – Rzucam do syna prawie nie odrywając oczu od patrzałek. Zabawne, cztery lata kończy za miesiąc, a już czytać umie. I pisać. Na kartce ołówkiem stawia te litery albo ostatnio lubi na komputerze. Nawet zdania: „Filemon lubi pociągi”. I inne takie. Już mi to spowszedniało trochę. Ale chwalę! I się cieszę. Te plansze z tytułami fotografii były chyba jeszcze ciekawsze dla Fi. niż same widoki. U. z kolei musiała zobaczyć po raz drugi tych kilka zdjęć z rzeką. Jakaś nagła fascynacja Wisłą ją dopadła. A ja… postanowiłem tam wrócić. Dla przyjemności, z ciekawości. I dla wspomnień – tylko nie wiem: czy bardziej tych własnych, czy dziecięcych.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: