Facet, orientuj się!

W dobie gorących dyskusji o kapłaństwie kobiet, kiedy dysputy szybko przeradzają się w dywagacje teologiczno-emocjonalne, rozmówcom umykają sprawy ogólniejsze i ważniejsze, tzn. relacje damsko-męskie w naszych czterech ścianach.

Trudno, przyznam się, że już wykorzystałem tę myśl gdzie indziej i nie jest pierwszej świeżości. Napisałem szwagrowi kartkę z życzeniami ślubnymi i zacytowałem ten oto fragment z księgi początków, rodzaju, tzw. „pierwszej mojżeszowej”:

A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł. (1 Moj. 3:6, BW)

Dlaczego wiele osób, w tym apostoł Paweł, sądzi, że „nie Adam został zwiedziony, lecz kobieta, gdy została zwiedziona, popadła w grzech”? (1 Tym. 2:14, BW) Jak to: nie został zwiedziony? Albo lepsze pytanie: a kogo obchodzi, czy został zwiedziony?? Zjadł? Zjadł! Nie dość, że sam zjadł, jeszcze pozwolił najpierw zrobić to swojej kobiecie, a przecież „był z nią” – napisano jak wół. A gdyby Ewa w tamtym momencie posłuchała swojego męża, może by nie zjadła z zakazanego drzewa. Tak, może. Gdyby Adam jakkolwiek zareagował – ot, wtrącił się do rozmowy żony z wężem. A więc zawalili oboje, najpierw Adam, potem Ewa. Taka kolejność wydaje mi się sensowna, mimo że w jedzeniu owocu pierwsza była kobieta.

Moją intencją nie jest sugerować, że Pawłowi zdarzyło się napisać kilka bredni. To byłoby głupie z mojej strony. Chcę tylko zwrócić uwagę, że zalecana tu m.in. uległość kobiet, że się nie będą wynosić nad własnych mężów (sic! Paweł pisze o wymiarze rodziny) – to wszystko na nic się zda, jeśli mężczyzna będzie stał obok i drapał się po głowie, jeśli będzie zaniedbywał modlitwę, pozwalał sobie na brudne sumienie, ciągle na coś zagniewany i z kimś skłócony (por. 1 Tym. 2:8). Wtedy naprawdę niewiele trzeba będzie czekać, aż jego ‘Ewa’ się złamie i popełni głupi błąd. Zbyt dużo decyzji i odpowiedzialności stoi przed małżeństwem.

Przede wszystkim ta pierwsza i najważniejsza, a codzienna decyzja i odpowiedzialność: kocham cię, będę z tobą. I nie w ten sposób, jak Adam „był z nią” i pozwolił ulec pokusie, ale „będę z tobą” jako niewyczerpane, gorące źródło uczuć, zaopatrzenia i wsparcia, a także niewzruszony stróż i spokojna, mądra, trzeźwa głowa w kryzysowych sytuacjach. Chyba nie muszę dodawać, że do wytrwania w takiej roli konieczna jest bliska znajomość z Bogiem?

Autor: jpz2

Powiązane posty: