Egzystencjalnie

A. jedzie z Fi. do przedszkola. U. też tam siedzi, jak… prawie zawsze. Fi. w czasie tej jazdy niekiedy narzeka, mniej więcej tak: „mamo, ja nie chcę tam jechać”. Nie wiadomo do końca, dlaczego. Nieraz przecież opowiadał, że jakieś zajęcia i zabawy mu się podobały. Dochodzą nas wiadomości, że bardzo lubi się udzielać w grupie, świetnie zapamiętuje i śpiewa piosenki itd. Ogólnie raczej lubi to miejsce. Ale czasem nachodzi go ponure zniechęcenie – może źle się czuje, może coś go znudziło, zmęczyło. Może zwyczajnie chciałby pobyć z mamą, w domu? Ostatnia opcja jest najbardziej pozytywna. Tym niemniej… zdarza mu się narzekać. 
Tego dnia narzekanie przybrało formę niemalże egzystencjalnego bólu:
— Mamo, a czy my musimy już tak zawsze jeździć do przedszkola? – Spytał z rezygnacją. A. opowiada mi to i przyznaje, że jej myśli popłynęły w tę samą stronę – poddała się trochę temu nastrojowi (duchowi?) niemocy, bezwolnego podążania tam, dokąd „los wiedzie”. Pomyślała i powiedziała:
— No tak, teraz przedszkole, Filu, potem szkoła, potem studia, potem praca! Tak to już będzie, że zawsze coś trzeba robić…
Choć przecież życie nie musi tak wcale wyglądać, prawda? Nie „trzeba”, ale „można”. Nie „przymus”, ale „pasja”. Tak to rozumiem. Fi. pewnie też zrozumie, oby jak najprędzej, po swojemu. I swoje pasje będzie odkrywał i rozwijał. Tymczasem rozumie i czuje tak, jak czuje:
— Ale mamo, czy nie możemy wrócić do domu… – Nie dał się przekonać. Na to odzywa się milcząca dotąd U., czym wbija gwóźdź do trumny:
— Filu, ale przecież musisz pracować!
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: