Dzieciodisco

Widzę, że A. siedzi na ławce pod sklepem. I że pokazuje palcem i mógłbym czytać z ruchu ust, gdyby to nie było trzydzieści metrów: „zobaczcie, tata idzie”. I biegnie do mnie U., no i Fi. jedzie na nieodłącznej hulajnodze.
— Kupiliśmy figi!!! – Emocjonuje się U.
— Tak? To wspaniale.
— Chcesz jedną. – Proponuje A.
— Nie, dziękuję, właśnie zakładam rękawiczki. To jak było?
— A, nieźle. Dopiero odebrałam twojego smsa.
— …że przegapiłem naszą stację?
— Tak, i przewróciłam oczami: typowy Jaś. 
— Bo właśnie pisałem na telefonie bloga i dlatego tak. – Zaśmiałem się, a A. objęła mnie mocno. Ruszyliśmy dalej do domu, a Fi. hulajnogą skrobał mi marchewki.
— Najlepsze, opowiem ci, jak już wyszłam z Filem z szatni, to poszłam na ten niby dziedziniec szkolny, bo myślałam, że to jakieś zajęcia taneczne. A to bal przebierańców…
— I chłopiec mnie przewrócił! – Wtrąca U. z żalem, z oburzeniem wręcz.
— Tak, jakiś chłopiec wybiegł zza rogu i wpadł na Ulę, i ją przewrócił.
— Typowe dziecko… – Burknąłem z przekąsem.
— A najgorsze było wiesz, co?
— No.
— Że tam leciały te wszystkie kawałki: „przez twe oczy zielone zielone…”
— „…się zesrałem”. – Dokończyłem frazę na złość Zenkowi M. – O, nie. To jak w „Nieściszalnych”, w tym filmie, pamiętasz? „Zobacz, to miasto jest pełne gównianej muzyki, musimy coś z tym zrobić”.
— A, tak. Ale czy już nie ma innych skocznych kawałków do tańca? Chociażby już ten Daft Punk.
— Co? 
— Oj, nic takiego, ale na pewno to słyszałeś. I jeszcze jedno było straszne, że te dzieciaki tak to chwytają w lot.
— A, no oczywiście, że tak!
— Niby to tak dla żartu…
— Ja myślę, że dzieci za bardzo nie odróżniają. Zresztą przychodzi taki moment, nawet nie wiesz kiedy, że kończy się żart, a zaczyna się serio. O ile na balu przebierańców cokolwiek jest serio. To jest ten sam moment, kiedy tracisz…
— Co?
— Bo ja wiem? Godność? Ha, ha, ha.
— Aż tak to nie…
— Aż tak nie?
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: