Dyskoteka

Wyszedłem ze studia, drugi dzień z rzędu nagrywam – praca po pracy, rzadko mi się zdarza. Głowa mi trochę paruje, cieszę się więc na myśl o dziesięciu kilometrach do domu. Przewietrzę się, rozruszam na rowerze, tylko… ciemno jakoś się zrobiło. A przecież kabel od dynama mam przetarty, więc tylko z przodu świeci. Sama kamizelka – to trochę słabo jak na tę trasę: Chałubińskiego, Niepodległości… No to co? Tiger. Tam na pewno dostanę jakieś świecidełko.
I oto jest! Kula dyskotekowa, mała, kilka centymetrów. Tego mi było trzeba. Staję w kolejce. Jakaś klientka, nad wyraz wesoła, uśmiecha się pięknie i nawet podryguje w rytm „My Baby Just Cares For Me”. Zawsze w tym sklepie grają lata 60. Klientka ma jedną wadę (o której wiem): stoi przede mną i trochę wydziwia przy kasie. Ale w końcu moja kolej: płacę, wychodzę i montuję kulę dyskotekową na bagażniku. Och, wybornie. Teraz wszyscy będą mnie widzieć, na zmianę na: czerwono, żółto, zielono, niebiesko. A w dodatku… mam prezent-niespodziankę dla dzieci!
U. wita mnie w przedpokoju. Mówi mi, zadowolona:
— Mam dla ciebie coś, zobacz! – I daje mi pieska pluszowego.
— Och, dziękuję! A ja też mam coś dla ciebie! Właściwie dla was…
— Tak?!
— No, zobacz. Naciśnij guzik. I jeszcze raz.
— Łał!
Nie wiem, co bardziej się zaświeciło; jej oczy, czy kula.
— Ojej! – A. też zauważyła bajer. – Ale wiesz, że Fi. zaraz to przejmie?
— No…
— A masz coś dla Fila? – Pyta U.
— O, to miłe, że pytasz, ale wiesz, właściwie to jest dla was. Będziecie się razem bawić tą kulą. – (Nie lubię być niewolnikiem myślenia pt. „zawsze musi być coś dla obojga”). – Idziemy zrobić dyskotekę?
— Tak!
I gaszę światło, i włączam muzykę. Z „żydowskiej” płyty Kayah „Transoriental Orchestra” mają dwa ulubione kawałki „Hava Nagila” w stylu brazylijskiej samby batucady oraz „El Eliyahu” w stylu Dub. Przybiega Fi.
— Tato, teraz wpadamy w wodę! – Krzyczy, kiedy piosenka dochodzi do bridge’a, a po pokoju rozlewa się nagle głęboki bas. Rzeczywiście tak to trochę brzmi.
— Dobrze to wymyśliłeś! Masz wyobraźnię! – I udaję, że to prawdziwe morze i wyciągam go z głębokiej toni, i stawiam na nogi. I tańczymy dalej, i błyska nam dyskotekowa kula. Bezcenna chwila za 15 zł.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: