Duchy nie duchy

Kiedyś była u nas Wiola, jak jeszcze Fi. był mały i czytaliśmy mu książeczkę o dźwiękach. Koń robi iha. Owca robi bee. Pies robi hau. Duch robi Uuuu. Wiola mówi: „Nie, Duch tak nie robi. I też tak nie wygląda” – Pokazała palcem na stworka jakby z białego prześcieradła.

Wiola pewnie wiedziała, co mówi. Kiedy się siedzi tyle czasu na misjach, to Duch nie może pozostać abstrakcją. Z Duchem się rozmawia, blisko i szczerze. Nie ma „Uuuu”. Rozumiem to dziś chyba nawet lepiej, niż wtedy.

Tym niemniej w głowach dzieci (a później dorosłych) powstaje wyobrażenie ducha jako białej, zwiewnej postaci, która robi „uuu”. Tłumaczę nieraz: wy też jesteście duchami. I ja jestem. Wokół nas i nad nami są duchy. Są złe i dobre. Nie noszą białych prześcieradeł. Są demony, są anioły, jest i Duch Boży…

Tym niemniej Fi. zgasił mi światło w piwnicy, kiedy chowałem rowery, i zawołał:
– Uuuu!
– A ja się nie boję – odpowiadam natychmiast – mam tu swoje światło! – I pstryknąłem kontakt w schowku.
– Uuuu!
– Nie boję się! – Powtarzam, zamykając kłódkę już po ciemku. – A zresztą, nawet jak bym nie miał swojego światła… przesuń się, bo muszę wyjść… – lekko przepycham chłopaka – …to i tak bym się nie bał.
– Uuuu!
– Jak się boisz Boga i Bóg stoi za tobą, to nie ma nic takiego, czego się musisz bać.
– Tak? No tak. Bo Bóg jest największy.
– Właśnie.
– Jeśli zaprosisz Pana Boga, żeby był twoim Tatą i przyjacielem, jeśli będziesz Go kochał i będziesz blisko niego, to nic już nie będzie straszne.
– To ja chcę zaprosić Pana Boga, tato.
– Bardzo się cieszę, pomodlimy się tak…

 

Autor: jpz2

Powiązane posty: