Drugie życie

Baba wlazła pod pociąg, stoimy już z pół godziny. Modliłem się – wedle zasady: błogosławcie swoich nieprzyjaciół, a nie przeklinajcie. Baba jest teraz nieprzyjacielem całego pociągu. Reakcje są różne: jedni wzdychają, inni klną, jeszcze inni po prostu odwołują lub przekładają spotkania. Nikt chyba nie współczuje. A przynajmniej nie robi tego głośno. Ja bym chętnie klął. Ale już zbyt wiele razy to robiłem. Teraz się modlę, żeby karetka i policja szybko przyjechali, żeby baba ocalała. Może sobie wyleczy to biodro, co je złamała, jak ją pociąg potrącił.

Chciałbym już ruszyć – ruszyć z tego Tłuszcza pociągiem, aż do Łap i z Łap ruszyć rowerem, zgodnie z planem. I zapomnieć o spotkaniach, terminach, obowiązkach, niemych przekleństwach, co zakwaszają powietrze i organizm. Mieć przed sobą tylko wiejską drogę z gładkiego asfaltu lub szutrową i zapach rozgrzanego nad polami powietrza, zapach liści kukurydzy, kłosów żyta i nawozu. No, nawozu może nie, ale cóż, jest w pakiecie tej poezji przestrzeni kresowej.

Już ten zapach nawet poczułem, przez chwilę, skądś przybył do mojego nosa, gdy wystawiłem głowę przez okno. Szału nie było i wiatru we włosach, wagon stoi bez ruchu, dwieście metrów przed tłuszczowskim peronem. No a teraz mam, co jest: zapach kibla. Toaleta zresztą się nie domyka, nie działa zamek. Pewnie stąd ten smrodek.

– Pan popilnuje?
– Popilnuję.
– Ja tak naprawdę chcę tylko zapalić e-cygareta. Ale on nie pachnie… – Tłumaczy się dziewczyna w obcisłej, cytrynowej koszulce, z pięknym uśmiechem i akcentem wschodnim, szczerze, rzucając przelotne spojrzenie na piktogram zakazujący palenia w kiblu (cygaretów i e-cygaretów).
– W porządeczku. – Zgadzam się dobrodusznie. Sprawdzam tabliczkę na wagonie: …Suwałki – Grodno. No tak, stąd ten wschodni…

Znowu po chwili puka ktoś do kibla, cisza. Cisza, więc typ wchodzi, „o przepraszam”, wychodzi. Zobaczył pewnie co? spuszczone gacie i się wycofał. Robi się ludziom nerwowo. Jakaś pani zniesmaczona zachowaniem młodzieży, zwraca uwagę kierowniczce grupy. Tymczasem babie się zmarło, tak mówią. A co z moją modlitwą?

– Prokurator już przyjechał.
– Ach, chociaż to. No to dobrze…
– Nie tak dobrze, jeszcze godzinę postoimy.
– O losie, jeszcze tyle?!
– Podobnież…

Zjawia się jak wiatr konduktorka, brunetka w białej, dobrze wyprasowanej bluzce i żółtej kamizelce. W naszym wieku i całkiem miła.
– Proszę nie wychodzić z pociągu. – Rozkazuje.
– Nikt nie wychodzi. – Zapewnia z flegmą i pogodnie facet stojący w otwartych drzwiach. Zerka tylko ciekawie, jak się rozwija sytuacja z babą dwieście metrów dalej.

A my byśmy chętnie wyszli. Przecież w Tłuszczu właśnie mieliśmy przestawić rowery do innego wagonu. Niewiele nam zabrakło. Niewiele babie zabrakło. Ale w którą stronę się przekręci? Wersje są niezgodne. Waha się, decyduje. Pasażerom chyba wszystko jedno, grunt że prokurator jest. Jednak przeżyje. Drugie życie dostała i szansę od Boga, i nauczkę może też. Modlitwa wysłuchana. No i ja więcej spokoju miałem bez przeklinania.

Autor: jpz2

Powiązane posty: