Dolinka

– Filu, a wolisz świętować swoje urodziny ze wszystkimi, z dziećmi, z ciociami, z wujkami, z dziadkami? Wiesz, goście, tort itd. Czy może wolisz tylko ze mną w sali zabaw? – Zapytała A.
– Z tobą w sali zabaw. – Bez większego namysłu odparł Fi. i odwrócił się znów w stronę łabędzi, które mu pokazała An. A łabędzie pływały sobie po jednym z bagienek, które można napotkać wzdłuż Potoku Służewieckiego, zwanego też niezbyt pieszczotliwie Smródką, chyba z dawnych czasów. Teraz jest inaczej. Bardziej to wszystko zadbane, tu jakiś park ćwiczeń dla psów, od paru lat nowy, porządny mostek, gdzieniegdzie wycięte wodne haszcze, tam znów ładne, mechate trzciny. No i to, czego człowiek nie umie: łabędzie, które awansują każde bajorko jakby samą swą obecnością. Jak order. Orderem niższej rangi są kaczki.
– To ja już nie wiem. – Westchnęła A. już bardziej do mnie, oczekując

chyba mniej werdyktu, a bardziej dziewczyńskiego roztrząsania sprawy, którego nie lubię i nawet nie umiem. Z niemym zadziwieniem podsłuchuję czasem (gdy jest mi to od losu dane) konkluzje rozmów w trójkącie: żona – bratowa – siostra. – „Także widzisz, tak jak ci mówiłam, no nie wiem, albo tak, albo tak”. – Odzywa się głos z telefonu. Mi zdaje się, że jesteśmy w punkcie wyjścia jeśli chodzi o rozwiązanie problemu, ale nie! Decyzja jest już mocno ugruntowana gdzieś w środku. Jakby gruntem miała być nie logika, ale sam przepływ informacji w mózgu, błyskawiczny, przerażająco wszechstronny i z pozoru chaotyczny.
Do urodzin Fi. jeszcze zostało parę dni. Sęk w tym, że z jednej strony on nawet całkiem lubi być w centrum uwagi, więc większa impreza (gdy się zaprasza już tylko najbliższą rodzinę z dziećmi) mogłaby mu się podobać. Z drugiej strony tyle wydatków za nami i przed nami, że może nie znajdziemy tych kilku stów po prostu na jedzenie.
– Ale to nic. Coś się wymyśli. – Przekonuje Al. siostra. – Przyjedziecie do nas, zrobimy młode ziemniaczki z kapustą. Tort ode mnie gratis. – No i weź się nie skuś. Ależ serio, ja to bardzo lubię. Kto wie, co bardziej – ziemniaczki z kapustą, czy torty Al. No i tanie (te warzywa) jak przysłowiowy barszcz. (A Pani od polskiego mówiła, nauczała, że nie wolno „utopić w przysłowiowej łyżce wody”, że to błąd stylistyczny!) A z trzeciej strony… – Taka to nasza dolinka trudnych decyzji. Żeby tylko z takimi był kłopot, daj Boże, to będziemy szczęśliwi.
«
Autor: jpz2

Powiązane posty: