Dogodzić

Naszych wakacji przystanek 3/4: Olsztynek-Wiatraki. Przyjechaliśmy na obóz Wiatrołap dzień wcześniej, żeby się jeszcze zrelaksować, zanim mnie wciągnie wir przygotowań nagłośnienia (trochę taka pionierka jak w harcerstwie, tyle że z kablami i głośnikami). Tę jedną noc przenocujemy jeszcze pod namiotem. Ostatnia noc bez łóżka i szafki. Tak, bez szafki i kuchni, takiej zwykłej, ze stołem i zlewozmywakiem – tego nam już trochę brakuje po pięciu dniach na
kempingu. Brakuje może bardziej A. niż mnie, który niewiele o jedzeniu myślę. Ale to nieistotne. Tę jedną noc jeszcze pod namiotem.
Rozstawiam ten pożyczony namiot, już po raz trzeci, więc dużo szybciej, sprawniej. W rozstawianiu namiotu jestem niesamowity (by użyć słów Mikołajka Goscinny’ego). Wyciągam z bagażnika materace, koce, śpiwory, ścielę. Wyjmuję torby z jedzeniem. „Domostwo” gotowe. Zadowolony wyciągam jeszcze… się na hamaku – jednym z kilkunastu miejscowych hamaków, akurat tak się rozstawiłem ze wszystkim obok niego. Wyciągam nogi i zadowolony bujam się, bujam… Wtedy wraca z toalety A. z U. 
Ja zrelaksowany: 
– Aguniu, może podałabyś mi jakąś wodę. – Wiem, że jest, bo kupowała. Podaje mi. – Omniom, delikatnie gazowana, #najlepiej! – Mówię z hasztagiem. – Cudownie! Poleżeć sobie mogę wygodnie, pragnienie zaspokojone… Jak mi jeszcze dogodzisz, kochana żono? – Pytam, używając dziwnych słów: „dogodzisz”, „żono”. Nigdy tak nie mówię. A teraz tak, dla jaj. Ciekaw jestem, co odpowie:
– Głupie pytanie!
– Dobra odpowiedź! He, he. – Tak sobie pofantazjowałem, a skończyło się na tym, że zaraz sam zabrałem dzieci nad jezioro, żeby dogodzić A., choć przez kwadrans.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: