Do piekła, raz dwa

Jak większość ludzi lubię czytać takie „katalogi”, a przy tym utwierdzać się w przekonaniu, że „co złego to nie ja”. Nie jestem zabójcą ani czarownikiem. Wszystko fajnie, gdyby nie jedno słowo: „bojaźliwi”.

Ale bojaźliwi, niewierzący, obrzydliwi, mordercy, rozpustnicy, czarownicy, bałwochwalcy i wszyscy kłamcy będą mieli udział w jeziorze płonącym ogniem i siarką. To jest druga śmierć. BT Obj. 21:8

Bojaźliwi też? Bojaźliwi w jakim sensie? Po pierwsze, boją się uwierzyć w Jezusa. Bo co ludzie powiedzą? A co z moim (!) życiem? A jeśli stracę… A jeśli…? Lęk. Strach. Tchórzostwo. JA i moje ego jest ważniejsze od Jego – Jezusa – ofiary.

Po drugie, ci bojaźliwi, gdy nawet uwierzą, to nierzadko nie chcą przejść prawdziwej metanoi – przemiany umysłu; wciąż pozostają na etapie „nie rób, bo będzie kara”. Nie śniło im się takie (przeciwne) podejście: „rób, bo kochasz, bo jesteś kochany”.

I tak rozumiana bojaźń jest biletem wstępu do tego niezbyt sympatycznego „klubu”. Kto się lęka kary, będzie się potykał i nie dowierzał bożej łasce (niewierzący), stanie się obrzydliwy w swoich słabych staraniach, wreszcie zabije w sobie nadzieję, życie, zabije kogoś innego. A żeby zagłuszyć ból, będzie się sprzedawał seksualnie. Wszystko za odrobinę zapomnienia. Będzie też zazdrośnie patrzył dokoła, bez litości i wybaczenia, próbując zaklinać rzeczywistość, czarować. Będzie ubóstwiał wszystko, co mu daje tę chwilę dobrego samopoczucia. I wszystko, czego jeszcze mu brak, co łudzi poczuciem zadowolenia. Ale tylko oszukuje sam siebie i wszystkich wokoło. Że jest okej. I’m fine, thanks.

No i dopełniłem katalog skazańców. Jak widać, wszystko się ze sobą łączy. Zadziwiające: kilka pozornie nie związanych ze sobą cech, a tak bardzo splecionych ze sobą, gdy się nad tym głębiej zastanowić. Ale do tego klubu nie trzeba wcale wstępować. Nie bój się, tylko wierz!

Autor: jpz2

Powiązane posty: