Dlaczego tak mnie przekonujesz

Nie ma w tym żadnego haczyka? Tekst na podstawie 2 Kor. 4:16-5:11

— No tak, ale dlaczego chcesz mnie tak przekonać?
— To może zacznę od początku. Wiesz, że twoje życie się skończy, ciało się rozpadnie.
— No, nie myślę o tym zbyt często.
— A jednak tak będzie. Wiesz, że kiedy to się stanie, będzie na nas czekać nowe mieszkanie, takie niematerialne, w niebie?
— Tego nie mogę być pewny.
— Ale z pewnością możesz stwierdzić, że wszystko, co widzialne, przemija.
— Co do tego zgoda.
— A zatem to, co niewidzialne, jest wieczne, tak?
— O ile istnieje…
— A więc ja się wpatruję właśnie w to, co niewidzialne.
— Dziwnie to brzmi.
— Wiem. Ale dzięki temu właśnie te wszystkie drobne utrapienia, które przeżywam, są tylko zapowiedzią chwały w tym przyszłym życiu.
— I co ci to daje, takie piękne przekonanie?
— Starzeję się, ale mimo to czuję, jak moje wnętrze się odnawia każdego dnia. Nie poddaję się zwątpieniu.
— A w co miałbyś wątpić?
— O, naprawdę nie masz czasami ciężkich chwil?
— Co masz na myśli?
— No wiesz, że nagle dociera do ciebie, że właściwie nie masz się czym pochwalić.
— Ależ mam! Przed kim?
— Przed Bogiem.
— Ha! A kto ma?
— No, palcem nie wskażę. Ale grunt to chcieć tego. A Bóg nas do tego przeznaczył, do takiego lepszego życia, do nieba, już teraz… I dał nam Ducha.
— Ducha! O, znów coś niewidzialnego.
— Ale odczuwalnego. Jak ci ktoś przelewa na konto zaliczkę, żebyś był pewny, że się nie rozmyśli, to też tego nie widzisz.
— Ale mogę sobie wypłacić w bankomacie.
— No i to się nazywa ufność. Ja taką mam.
— Ufasz, że co?
— Że to przybliżanie się do Boga, a niektórzy to nazywają pielgrzymowaniem, że to nie będzie trwało długo, ale tylko tyle, co jestem w ciele. I że jak teraz działam przez wiarę, to nie znaczy, że tak będzie zawsze. W końcu będę mógł zobaczyć, nie tylko wierzyć.
— Co zobaczyć?
— Nie co, tylko kogo – Jezusa!
— Tak? No ładna mi nadzieja, sąd ostateczny…
— Tak, sąd, ale spójrz na to inaczej: narzeczona ma się spotkać ze swoim ukochanym, tuż przed ślubem. Czy nie zadba wcześniej o to, by to spotkanie było radosne, pełne wdzięczności i nie skażone żadnymi urazami? Czy nie będzie chciała się przypodobać?
— No, raczej tak. Na pewno tak.
— I będzie się obawiać, czy na pewno wszystko dopięte na ostatni guzik, czy zrobiła wszystko, co mogła…
— Jasne, że tak.
— I to nazywam bojaźnią. Ja jestem częścią kościoła, a kościół to właśnie taka narzeczona. To dlatego chcę cię przekonać. Mi zależy na Jezusie, a Jemu – na tobie.

Autor: jpz2

Powiązane posty: