Daj z siebie wszystko

W opisie wydarzeń poprzedzających proces Jezusa, napięcie między nim, a uczonymi w piśmie sięga zenitu. A w centrum tego sporu jest… dawanie.

Jezus wjeżdża do miasta na oślątku jak Mesjasz-król, witany okrzykami „Hosanna! Następnego dnia wypędza wekslarzy i handlarzy ze świątyni. Znów nazajutrz arcykapłani, uczeni w piśmie i starsi, wkurzeni, pytają: „Jaką mocą to czynisz? Albo kto ci dał tę moc, abyś to czynił?” (Mar. 11:28, BW) A Jezus stawia sprawę na ostrzu noża, każąc im ustosunkować się do służby Jana Chrzciciela. Unikają otwartej konfrontacji.

Jezus więc naciska; opowiada przypowieść bezpośrednio w nich uderzającą; o rolnikach, którzy, dzierżawiąc winnicę, pobili najpierw sługi, potem syna właściciela. Faryzeusze się wściekli. Ostatni atak na Jezusa, pytają: – „Czy wolno płacić podatek cesarzowi, czy nie? Mamy płacić czy nie płacić?” (Mar. 12:14, BW)

– Przynieście mi denar, abym go obejrzał. (…) Czyj to wizerunek i napis?
– Cesarski.
– Oddawajcie, co jest cesarskiego, cesarzowi, a co jest Bożego, Bogu. – I podziwiali go. (Mar. 12:15-17, BW)

Zobaczymy, co z niego za Mesjasz. Czy jako namaszczony przez Boga, by przywrócić Królestwo Izraelowi, nakaże uiszczać opłatę, która jest znakiem zhańbienia i poddania Rzymowi? A może przeciwnie; powie, żeby nie płacić i będą go mogli natychmiast zadenuncjować Piłatowi?

Można i należy interpretować ten werset w kontekście politycznym, ponieważ Bóg, wybierając sobie Abrahama i Izraela, stał się najwyższą władzą dla narodu – ustawodawcą, sędzią i wykonawcą jednocześnie. A na krzyżu Jezusa zawisła tabliczka z napisem „król”.

Ale dziś chcę zwrócić uwagę na inny aspekt: mowa jest o dawaniu. A pewnie nie minęła godzina od tych słów, jak Jezus usiadł naprzeciwko skarbony i patrzył, ile ludzie dają. I przywołał uczniów, żeby im pokazać jakąś starszą panią, która wrzuciła niewielkie, bo niewielkie, ale ostatnie swoje pieniądze. Wszystko, co miała na życie.

Postąpiła radykalnie. Zgodnie z nakazem Jezusa: „oddawajcie, co jest Bożego, Bogu”. A co nosi znak Boga, analogicznie do cesarskiej monety albo banknotu NBP? My! My sami, ludzie. Każdy z nas jest jak moneta wybita z wizerunkiem Boga. Dopisz sobie nominał (ja mogę być „stówką”).

Jaką więc walutą się posługuję? Walutą okupanta? Czy walutą Bożego Królestwa? Obie są wymiernym, materialnym środkiem płatniczym. Czy daję z siebie wszystko do skarbony, jak uboga wdowa, a może z tego, co mi zbywa – jak bogacze? Zapewniam ciebie i siebie: jeśli oddamy się Bogu w stu procentach, żadne podatki i składki nie będą przeszkodą, by Królestwo się poszerzało, a kraj zmieniał na lepsze. A pewnego dnia – bez wątpienia – okażą się zbędne i zostaną zniesione.

Autor: jpz2

Powiązane posty: