Czary-mary. Jak zawsze

Przyzwyczaiłem się robić to w taki sposób. To przecież racjonalne, normalne, ustalone. To kosztuje tyle, a to tyle i nie inaczej. A może zamiast wypełniać nowatorski plan, tylko czaruję?

[Publikacja szkicu ze stycznia] Nie dalej jak wczoraj czytałem o homilii papieża Franciszka, w której odnosił się do historii o Saulu, który złożył ofiarę Bogu po wygranej bitwie, bo… „tak się zawsze robiło”. Tymczasem uprzedni nakaz był wyraźny: wszystko jest obłożone klątwą i trzeba to zniszczyć. Ludzie pożałowali łupów. Zniszczono tylko te gorsze, a lepsze jako pierwociny wzięto z zamiarem ofiarowania Bogu. Prorok Samuel retorycznie pyta:

Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa głosowi Pana? (1 Sam. 15:22, BT)

Nie wiem, co było faktyczną motywacją: nawyk, chciwość, czy co? Ale pamiętam scenę z filmu „Fireproof”: facet, który postanawia walczyć o swoją żonę, żeby przy nim została, zaczyna m.in. od zniszczenia telewizora i komputera – sprzętów, które przywiązywały go do pornografii. Można się popukać w czoło, można zrobić to… jakoś inaczej, np. oddać potrzebującym. Ale dla tego mężczyzny widocznie to był potrzebny gest. Może sam Bóg mu podpowiedział, by zniszczył to, co ściągało na niego przekleństwo i nic nie oszczędzał?

Z dzisiejszych fragmentów (Mat.21) zapadły mi w pamięć dwa obrazy: Jezus wjeżdżający do Jerozolimy jako król i Jezus wypędzający przekupniów ze świątyni. A oni ułatwiali przecież cały proceder składania ofiar Bogu. Byli – zdawać by się mogło – racjonalnym elementem świątynnego systemu. Można powiedzieć, że Jezus natychmiastowo „skonsumował” popularność, którą właśnie zyskał. Bez sensu? Nie, jeśli zrozumiem znów, że skrucha, prośba o litość, gotowość do posłuszeństwa są lepsze od jakiejkolwiek ofiary.

Dziś już nie palimy jałówek na stosie. Przynajmniej ja. Ale poświęcam czas, siły, pieniądze na coś, co – jak sądzę – służy dobrej sprawie, Bóg takiej ofiary oczekuje. Bo żeby coś fajnego zrobić, to trzeba trudu, wyrzeczeń. I jeszcze jednego (super ważne): czy robię to w posłuszeństwie, czuły na głos Ducha Świętego, czy tylko dlatego, że „tak się zawsze robiło” – czary-mary, jak wróżbita.

Autor: jpz2

Powiązane posty: