Coś ważnego w trzy sekundy

Na murawę wybiega szalony kibic, rozebrany do naga, ma swoje „pięć minut”, no i na klacie coś napisane.

Na mównicę wdziera się człowiek z tłumu. Ochroniarz nie zdążył, a zaskoczony prezydent się odsunął. Mówi kilka słów do zgromadzonych tysięcy i ucieka.

– Mam trzy słowa do księdza prowadzącego – zapowiada się rzekomy słuchacz. Końcówkę wszyscy znamy. I pamiętamy.

Goniec wbiega do sztabu i padając z wycieńczenia, donosi zebranym o zwycięstwie albo o porażce.

Dziwny człowiek przychodzi na ucztę. Dziwny już na pierwszy rzut oka. Włazi na stół. Myślą, że pijany. Zaproszony? Obcy? Wszyscy milkną. On mówi.

Mówi dopóki go nie wyrzucą, nie złapią, nie minie jego krótka chwila. Musi być szybki, mądry, zwięzły, zrobić wrażenie, zapisać się w pamięci, a może i w historii.

Musi być żartownisiem albo mieć wybujałe ego, albo być przekonany, że nie ma teraz nic ważniejszego od tych kilku słów. Taki właśnie jest najkrótszy Psalm – 117:

„Chwalcie WIEKUISTEGO wszystkie narody, sławcie Go wszystkie plemiona; bo nad nami przemożna Jego łaska, a prawda WIEKUISTEGO na wieki. HALLELUJA!” (NBG)

Jest tu dużo radości, ale to nie żart. Wybujałe ego wykluczone, cała chwała jest dla Boga. A więc musi to być strasznie ważne – żeby takim przebojem przerywać dostojną poezję księgi psalmów.

– Wszystkie narody! Wszystkie frakcje i partie, betony i odłamy, kultury i subkultury, globaliści i lokalsi, tępi i bystrzy, grubi i chudzi! Hej, wszyscy! Chwalcie Boga. Za Jego łaskę nad nami. Yes, yes, yes! Juhu!

I już go nie ma. Uciekł.

Autor: jpz2

Powiązane posty: