Coraz mniej wstrząśniętych

Powodem, dla którego w dzisiejszych czasach tak trudno kogoś przekonać do wiary, jest być może to, że mało co nas porusza. Co raz mniej jest nas przejętych, wstrząśniętych.

A czym niby? No cóż, prostą opowieścią o życiu, śmierci i zmartwychwstaniu. Taką, jaką podzielił się Piotr. Na początku było zesłanie Ducha Świętego. Wszyscy zgromadzeni w „górnej izbie” (ok. stu dwudziestu osób, w tym „dwunastu”) zaczęli mówić innymi językami, tak że byli zrozumiali dla tłumu przybyszów, obecnych w Jerozolimie z okazji święta Szawuot (pięćdziesiątnicy). Jedni się dziwili, drudzy wyśmiewali, że niby pijani.

Dobry początek, zwrócili na siebie uwagę. Wtedy Piotr wyjaśnił, że oto wypełnia się proroctwo Joela – zupełnie ekscytujące (Dz 2:17-21) i jednoznaczne z nadejściem czasów ostatecznych. Wreszcie przechodzi do meritum, tj. mowy o Jezusie. Kończy:

Niechże tedy wie z pewnością cały dom Izraela, że i Panem i Chrystusem uczynił go Bóg, tego Jezusa, którego wy ukrzyżowaliście. A gdy to usłyszeli, byli poruszeni do głębi i rzekli do Piotra i pozostałych apostołów: Co mamy czynić, mężowie bracia? (Dz. 2:36-37)

To, co najbardziej przykuło moją uwagę w całym rozdziale, to jest to jedno słowo: „poruszeni do głębi” albo lepiej: „wstrząśnięci”. Gwałtownie zmieszani smutkiem. To uczucie, kiedy dowiadujesz się, że nieumyślnie zabiłeś niewinnego. Nie dość, że masz na rękach krew, ale jest to jeszcze krew ofiarowana za twoją winę. Moralny kac do nieskończonej potęgi.

Z takich emocji naturalnie wypływa pytanie: co teraz, co mam czynić? Pytanie od którego zaczyna się wszystko – i to, co przepowiedział Joel, i to, co opowiada Łukasz w Dziejach Apostolskich – niesamowite, nowe życie. Tylko czy kogoś to obchodzi? Czy ktoś pozwoli sobie dzisiaj na to, by być „głęboko wstrząśniętym”? Ja osobiście… chcę!

Autor: jpz2

Powiązane posty: