Co tam mi może zrobić premier!

Jeśli wierzyć pogłoskom, ci ludzie wiedzą o mnie wszystko. I nie zawahają się tego użyć, jeśli zajdzie potrzeba. Jeśli uznają, że stanowię zagrożenie. W imię bezpieczeństwa ograniczą moją wolność. Już ją ograniczają!

Kim oni są? Spiskowcami? Masonami? Politykami? Prawnikami? Nieważne. Ważne, że tworzy się wielkie bazy danych osobowych oraz rozszerza uprawnienia państwowych służb. Ostatnio prawdziwy szał wzbudza ACTA, umowa międzynarodowa, która wychodzi z założenia, że dopóki (wy)twórca nie dostanie swoich pieniędzy, innowacyjność czyli twórczość jest zagrożona, tak w przemyśle, jak w sztuce. Według mnie taka teza jest dyskusyjna. Natomiast z całą pewnością można powiedzieć, że nadopiekuńczość zniewala. Surowe przepisy, kontrola i (cyber)pałki policyjne skutecznie wymiatają to, co jest „be”, a przy okazji tworzą raj dla tyranów. Zawsze tak było i zawsze tak będzie.

Coś jednak się zmieniło, bo dawniej żadne ciało polityczne nie miało takiego wpływu na ludzi, jak dziś. Np. w Grecji starożytnej było sobie polis (sfera publiczna, państwo) i oikos (sfera prywatna, gospodarstwo domowe). Polis ze swoją równością obywateli nie miało wstępu do oikos – do państwa w państwie, królestwa głowy domu, ostoi społecznej nierówności. Ktoś uznał, że ta nierówność jest ze wszech miar zła i trzeba ją zniszczyć. A żeby zniszczyć nierówność, trzeba było zniszczyć oikos, prywatność, czyli wylać dziecko z kąpielą. No, niestety, wszystko ma swoją cenę.

Powstają dwa pytania. Po pierwsze, jak się uchronić przed utratą prywatności? Ukrywać się, tuszować błędy, zacierać ślady, niszczyć dyskietki, wymieniać zamki, wprowadzać hasła? Można, ale to trochę syzyfowa praca. Lepiej po prostu nie mówić o sobie zbyt wiele, to zresztą nigdy nie było w dobrym tonie. A poza tym, starać się na każdym kroku być prawym człowiekiem, nawet jeśli nie zamierzam zostać prezydentem.

Po drugie, jest ważniejsza kwestia: co z moją wolnością? Co, jeśli mam w nosie bezpieczeństwo od fikcyjnych zagrożeń, o których mówią politycy? Chcę, czy nie chcę, muszę się zastosować do prawa. Mogę oczywiście protestować, obywatelskie nieposłuszeństwo to rzecz zacna. Ale… czy ludzkie prawo, nawet najlepsze, zapewni mi bezpieczeństwo i pozostawi mnie wolnym?

Jest sposób na to, by być zawsze wolnym i bezpiecznym, bez względu na czasy i rządy, dobre czy niedobre. Ten sposób to ucieczka z polis do innego, wiecznego systemu prawnego.

Wykonujcie moje ustawy i przestrzegajcie moich praw, i wypełniajcie je, a będziecie mieszkać na ziemi bezpiecznie. A ziemia wyda swój plon, będziecie jedli do syta i mieszkać będziecie na niej bezpiecznie. (3 Moj. 25:18-19, BW)

Bez względu na to, jak nieciekawie się zrobi w Polsce, Europie i na świecie, jak bardzo pogwałcone zostaną moje swobody, mogę zawsze być wierny prawom bożym. I ufać, że nie spotka mnie za to żadne więzienie. To, co tutaj napisałem, świetnie streszcza Psalm 16 oraz jeszcze jeden werset: Lęk przed ludźmi nastawia na człowieka sidła, lecz kto ufa Panu, ten jest bezpieczny. (Przyp. 29:25, BW) Mogę się bać terrorystów, hakerów, złodziei…, którymi straszą politycy i mogę się bać samych polityków i ich poronionych pomysłów. Efekt jeden i ten sam: wpadnę w sidła. A przecież żeby czuć się bezpiecznie, wystarczy ufać Panu.

Autor: jpz2

Powiązane posty: