Co kręci młodych

Kiedy byłem aktorem w teatrze studenckim, cieszyłem się, że jestem członkiem młodego, bardzo ambitnego zespołu. Szanowaliśmy się nawzajem, swoje aspiracje i talenty. I mieliśmy przy tym ironiczne powiedzonko „sny o potędze” – taka drobna, koleżeńska uszczypliwość; kpina, że się ten drugi nie nadaje do roli itp. Czy to było wzięte z Tetmajera, czy ze Staffa, nie pamiętam. Ale „sny o potędze” miewają przecież wszyscy młodzi.

To jest właśnie to, co młodych kręci. A ostatnio rozmawiałem z kolegą o służbie w kościele – co ludzi młodych może skłonić do zaangażowania. Kolega mówi: – Na pewno nie myśl, że za dziesięć lat, jeśli dotrwają, będą robić dokładnie to samo. Nie, ale to, co ich pociąga, to wyobrażenie o jakiejś drodze do wielkości. Że to, co robią, będzie wielkie. Jakaś nadzieja na rozwój – wymierny, spektakularny.

Młodzi chcą się sprawdzać i – zgodnie z romantyczną dewizą – mierzyć siły na zamiary (które ich przerastają). Dlatego też chętnie kontestują to, co widzą u starszego pokolenia – konsekwencję, proces, małe kroki, żelazne zasady. Na przykład to, że po każdym połowie – udanym, czy nie – należy sieci rozplątać, rozwiesić i wysuszyć. Żmudne to, nudne, powtarzalne. No i ciągle te ryby i ryby. Żeby chociaż było z tego dużo hajsu! Ojciec każe, to robimy w tym rodzinnym interesie.

I nagle przychodzi Jezus: „hej, chłopaki, chodźcie! Zostawcie te ryby. Ja z was zrobię rybaków ludzi!” Dosłownie:

Pójdźcie za mną, a zrobię was rybakami ludzi! A oni [bracia: Szymon-Piotr i Andrzej] natychmiast porzucili sieci i poszli za nim. (Mat. 4:19-20, BW)

Poszli jak w dym. Nie trzeba było dwa razy powtarzać. Nie dali się prosić. Nawet więcej! Oni całym sercem na coś takiego czekali! To były ich sny o potędze. To się potwierdza później, kiedy jest napisane, że się kłócili, który z nich – uczniów Jezusa – będzie największy. Albo kiedy Piotr mówi: „Panie, oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za tobą, i co z tego będziemy mieć?” Albo gdy Jan i Jakub proponowali spalić wioskę, która nie chciała ich przyjąć. Albo gdy chcieli usiąść po lewicy i prawicy Jezusa, w Jego chwale.

Poświęcenie? Tak… Posłuszeństwo? Czemu nie. Ale jednocześnie… wielkość, moc, splendor! Ta sama młodzieńcza gorliwość biła też z Judasza, który nie pojmując misji Jezusa, wciąż oczekiwał, że Ten lada moment okaże się politycznym i militarnym wodzem odrodzonego, niepodległego państwa Izrael. Po dwóch tysiącleciach nadal się tego nie doczekaliśmy.

Ale Bóg te młodzieńcze zapędy szanuje. Wprost jest napisane, że „chlubą młodzieńców jest ich siła” (Przyp. 20:29, BW). Łowisz ryby? Będziesz łowił ludzi! Lubisz tańczyć? Będziesz tańczyć z aniołami! Piszesz na papierze? Będziesz pisał na ludzkich sercach! Uważasz, że masz fajne życie? Ja dopiero zrobię ci niezłą jazdę bez trzymanki!

Autor: jpz2

Powiązane posty: