CIERPLIWOŚĆ POPŁACA

Ideą cyklu jest to, by odkryć Jezusa jako wzór miłości (więcej wyjaśnień w odc. 0). Po pierwsze, jak pisze Paweł, miłość jest cierpliwa. To znaczy… jak kocha, to poczeka?

Tak, też… O tym, czy ktoś jest „cierpliwy”, decydują dwie rzeczy: czas (czekanie) i cierpienie (znoszenie czegoś). Angielskie tłumaczenia Hymnu o miłości wpisują się w te dwa znaczenia. A zatem, miłość: potrafi długo cierpieć (suffers long, NKJV), nigdy się nie poddaje (never gives up, MSG), nigdy nie męczy się czekaniem (is never tired of waiting, BBE). I oczywiście jest po prostu cierpliwa (patient, NIV i in.). Dla dociekliwych: wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę greckie słówko makrothumeo – oznacza mniej więcej to: nie upadać na duchu, umieć wytrwać w nieszczęściach i kłopotach, znosić ataki, krzywdy, zranienia, nie być mściwym, porywczym do gniewu, czy karcenia. Jak widać, znaczenie zachodzi na inne cechy miłości według Pawła, które będę jeszcze omawiał, zwłaszcza „wszystko zakrywa, znosi” (z wersu 7, BW). Pominę zatem aspekt cierpienia i skupię się na czekaniu.

Jeśli więc to „czekanie” miało być wyrazem miłości Jezusa do ludzi, to znaczy, że miał jakieś oczekiwania, których nie spełniali. Może przez to bywał bliski rozczarowania, rezygnacji… A tak, bywał. Zwłaszcza w stosunku do swoich uczniów – na przykład wtedy, gdy go zbudzili ze snu podczas szalejącej burzy, a On uciszył wiatr i morze, a nie omieszkał wypomnieć im ich niewiary. Nie to, że się dąsał, bo przerwali mu smaczny sen w łodzi. Jemu o COŚ chodziło. Znamy jeszcze jaskrawszy przykład:

…podszedł do Niego pewien człowiek i padając przed Nim na kolana, prosił:
— Panie, zlituj się nad moim synem! Jest epileptykiem i bardzo cierpi; (…) Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić. – Na to Jezus odrzekł:
— O, plemię niewierne (bez wiary) i przewrotne! Jak długo jeszcze mam być z wami; jak długo mam was cierpieć (znosić)? Przyprowadźcie Mi go tutaj! 
(Mat. 17,14-17, BT; BW)

Zastanawiałem się nieraz: do kogo się zwrócił Jezus? Czy zganił ojca, że był bez wiary? Czy raczej uczniów, że nie mogli uzdrowić chłopca (również przez niedowiarstwo – patrz werset 20)? A może wszystkich „zjechał” równo? Sam nie wiem. Na pewno jednak Jezus oczekiwał i szukał w ludziach wiary: reagował z entuzjazmem na silną wiarę (przykład setnika, zob. Mat. 8) lecz równie mocno przeżywał jej brak, zwłaszcza u najbliższych.

Jak się okazało, na to pełne zrozumienie i pełną wiarę u swoich uczniów musiał czekać aż do czasu, gdy spotykał się z nimi po swoim zmartwychwstaniu. Ale cierpliwość opłaciła się: dwunastu spełniło swoją misję w sposób godny podziwu. Stąd rodzi się pytanie: czy ja jestem równie cierpliwy w stosunku do ludzi, na których mi zależy, żeby uwierzyli? Czy nie porzucam ich, ani nie opuszczam, machając ręką, dając za wygraną? Do kiedy mam czekać? Do końca i jeszcze trochę dłużej. Jak Jezus.

P.S. Po publikacji odcinka zerowego ktoś skomentował mój tekst, sugerując, że powinienem zająć się NIE tym, jak Jezus okazywał miłość Ojca, ale DO Ojca, tzn. jak przestrzegał przykazań. Cóż, to zupełnie inne podejście do tematu, więc może innym razem. Ale daję to do przemyślenia czytelnikom (i sobie samemu), bo uważam, że warto.

Autor: wdev

Powiązane posty: