Chwalipięta

Zawaliłem ostatnio pół nocy przez różne jutuby. Ale nie żałowałem. Dobre były. Ostatni opowiadał o mocy słowa. Obudziłem się z myślą: od dzisiaj mówię jak najwięcej dobrych rzeczy o moich dzieciach. Myślę tak z rana: co by dobrego powiedzieć?

Na treningu judo był dziadek, który opierniczył wnuka od góry do dołu. Oczywiście nie na osobności, tylko przy innych w szatni.
– Jak to jest, powiedz mi, że inni robią te przysiady, a ty się po oknach rozglądasz?! Po to tu przyszedłeś? Trenera masz słuchać! Tata z mamą płacą za te zajęcia, a ty się obijasz.

Przykro się przysłuchiwać. Wnuk mimo wszystko nie tracił humoru. Żartował sobie. Za chwilę mówi:
– Uśmiecham się do ciebie.
– Uśmiechasz się, ciućmoku? Dobra, ubieraj się…
– A wiesz, że ja przeczołgałem się najszybciej?
– Ty to jesteś taki chwalipięta. Ja, ja, ja… Byś tylko się chwalił. A w ogóle to widziałem: jak cię Janek wyprzedzał, to go przegoniłeś na czworaka i znów na brzuch padłeś.

Byłem też na innych zajęciach z Fi. Podobna sytuacja: czekam, aż się skończy, czytając książkę. No i przysłuchuję się, chcąc-nie chcąc. Naprzeciwko siedzi ojciec z synem. Mają aplikację w telefonie z jakimiś ćwiczeniami matematycznymi.
– No, następne… – Bąknął ojciec.
– Pięć?
– Ignacy, nie zgaduj! Skup się!
– To cztery?
– Policz… – Upomina grobowym głosem.

Policzył. Nie potrafił szybko tego rozwiązywać. Albo mu się nie chciało. Ale nic dziwnego: kiedy podawał poprawną odpowiedź, to nie mógł liczyć na pochwałę. Ojciec tylko mruczał „hm” lub co najwyżej półgębkiem potwierdził: „dobrze”. I po prostu dawał następne zadanie.

Tamtego ranka, gdy postanowiłem mówić dobre słowa, nie przyszło mi to łatwo. Nie to, że jestem zrzędliwym ojcem. Po prostu: krytyka przychodzi o wiele łatwiej, niż pochwała. Zło jest banalne – ktoś powiedział. Dobro – subtelne. Łatwo jest uderzyć. Trudniej zbudować. Choćby dlatego, że chwalenie musi być przemyślane, gdy besztanie jest na ogół bezmyślnie, spływa gładko z języka.

To się zaczyna w rodzinie, potem jest w pracy. Przybiera groteskowe rozmiary w internecie i polityce. Jeden mój znajomy umieścił na fejsie zdjęcie swojego biurka i tablicy wyłożonych notatkami z małej księgi biblijnej. – „Zachęcam do…” – Pisał. Pierwszy komentarz: „Chwalisz się swoją uczonością?” Nie ma nic złego w chwaleniu się, chyba że jesteś Polakiem.

W filmie, o którym wspomniałem, jest wzmianka o doświadczeniach Masaru Emoto, które brzmią dość nieprawdopodobnie: słowa zmieniają strukturę substancji. Może to już przesada. Ale mocy słów w życiu (tych złych i dobrych) udowadniać nie trzeba. Można by o tym gadać godzinami, ale… czemu tylko gadać? Do dzieła, budujmy słowem! Siebie, innych, a nawet… zwierzęta i rośliny!

Autor: jpz2

Powiązane posty: