Chillout ponadczasowy

„Czasy są zawsze inne, a jakby takie same”. Inne, bo raz przychodzi moda na dogmaty, raz na relatywizm. A takie same, bo od zawsze było do wyboru wiele dróg. I jak tu być mądrym?

Zacząłem cytatem z filmu „U Pana Boga za piecem”. Bardzo go lubię, bo świetnie pokazuje, że mimo zmiennych kolei losu, kłopotliwej historii, są rzeczy ponadczasowe, które nie przedawniają się, nie dezaktualizują. Że bez względu na czasy jest jeden i tylko jeden sposób na prawdziwy chillout – oazę na pustyni, cień i wiaterek, koktajle, luz, wytchnienie.

Przeto upamiętajcie i nawróćcie się, aby były zgładzone grzechy wasze, aby nadeszły od Pana czasy ochłody i aby posłał przeznaczonego dla was Chrystusa Jezusa (Dz.Ap. 3:19-20, BW)

Nie trzeba wiele, żeby zapomnieć, co to jest troska i żeby pomimo mozołu i przemijania czuć się szczęśliwym. Wystarczy przyjąć Chrystusa, a Chrystus znaczy tyle, co Mesjasz, posłany przez Boga (dar miłości). Pozwolić się przyciągnąć przez Boga-Tatę.

Znam wiele osób, które myślą, że przyjęcie Chrystusa jest związane ze zmianą światopoglądu, nawyków, a nawet zawartości szafy. I najśmieszniejsze jest to, że… to prawda. Ale nie od tego się zaczyna, te rzeczy nie mają żadnej mocy i znaczenia, gdy się poznaje osobiście Boga. Wtedy ważne jest tylko to, by zrozumieć, że coś zostało mi przebaczone. Coś śmiertelnie złego. I że tylko krok wiary dzieli mnie od bezkresnej miłości oraz od obietnicy, że po śmierci będę żył, a ponadto dziś nadejdzie czas ochłody; kompletny, permanentny, najlepszy chillout, jaki można sobie wyobrazić, nie z tego świata, jakby skrawek nieba już tu – na ziemi. Że nie muszę się zabijać, żeby zniknął wszelki ból. Oh, yeah!

Autor: jpz2

Powiązane posty: