Chcę być pierwszy, najlepszy

Powiedziałem to głośno, na forum i od razu znalazł się pan uczynny, brat w Chrystusie, który powiedział: fajnie to wszystko mówiłeś i w ogóle… Ale proszę cię, nie chciej być pierwszy.

Zapytałem: – Dlaczego? – On na to: – A wiesz, to takie niezdrowe. Ze swojego doświadczenia wiem, że ambicja może wszystko zepsuć. A jeszcze będziesz się porównywał do innych… – Zgodziłem się przez chwilę. Zadziałał impuls „be”. Porównywanie się do innych jest „be”. Poczucie wyższości jest „be”. Ale potem wróciłem do tej woli bycia pierwszym. Jeśli Jezus nie skarcił za nią swoich uczniów, nie robił z tego problemu, to dlaczego ja miałbym robić? Mam to napisane:

Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: – O czym to rozprawialiście w drodze? – Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: – Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich! – Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: – Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje mnie, lecz Tego, który Mnie posłał. (Mr 9:33-37, BT)

Podobne zdania można przeczytać w innych fragmentach (Mar. 10:35-45, Mat. 20:25-28), czyli nie są one z gatunku „ups, wypsnęło się”. Ale jest zastrzeżenie: po co chcę być pierwszy? Odpowiedź i „bingo” znajduje się w pozornie niepotrzebnej tutaj kwestii Jezusa o dziecku. Bo kto się zniża do dziecka, słabego, małego, robi koło niego, ten robi koło samego Jezusa, a właściwie samego Boga. I to daje satysfakcję z pierwszeństwa, ale bez megalomanii.

Autor: jpz2

Powiązane posty: