Co należy i co warto

Wczoraj jakiś byłem zrezygnowany i zniechęcony. Tym, że – tak w przenośni – czasem trzeba ciągnąć wóz samemu. A to jeszcze nie dość, bo po drodze psują ci się wszystkie koła. Trzeba cierpliwie naprawiać. 
Potem posiedziałem z dziećmi na placu zabaw. Usiadłem na karuzeli, popatrzyłem jak się bawią. Tym razem nie absorbowały jakoś mojej uwagi. Same się zabawiły; piłką, piaskiem… Proste to było i beztroskie. Bez zastanawiania się, co należy lub co warto. Ale się robi to, co fajne. A ja? Co ja chcę robić?
 
Wróciliśmy do domu. Zjedliśmy obiad. Nie wiem, czy A. przygotowała go, bo tak należało, czy bo było warto, czy dlatego, że to było fajne. Jak ją znam, to pewnie wszystko po trochu. Na pewno fajnie było go zjeść.
 
I fajnie było chwycić potem za ukulele, grać i śpiewać. Mimo dźwięczących z tyłu głowy obowiązków. Skończyłem, kiedy się zmęczyłem. A biorąc się w ostatniej chwili za sprzątanie, stwierdziłem w duchu, że tak właśnie należało. I było warto.