Bywam Kainem

Znudziło mi się chrześcijaństwo, o którym nie mogę mówić z pasją moim przyjaciołom. Im nie sprzedam ściemy, bo mnie znają. Chcę przygody lepszej niż wszystko inne. A konkretnie…

Zacząłem od kazania na górze. Pierwszą rzeczą, którą wziąłem do siebie, było to:

Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego (bez przyczyny), pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha [= ‚pusty’, ‚próżny’, ‚głupi’], stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny. (Mat. 5:21-22, BW, w nawiasie dopisek z BG i Biblii Brzeskiej) albo: będzie winien ognia piekielnego (BG).

Pomyślałem: to jest wyzwanie! Nie gniewać się! Jakże często jestem zły na kogoś, podnoszę swój głos, krzyczę, obrzucam obelgami. Gdybym był wolny od tego, byłbym taki szczęśliwy! Po co mam się złościć? Nie będę, tylko jak, jak to zrobić?

Pierwszą osobą, opisaną w Biblii, która się rozgniewała, był Kain (nie Bóg, co ciekawe). Stało się to, gdy Abel i Kain, bracia, składali dwie ofiary, każdy swoją.

Ale na Kaina i na jego ofiarę [Bóg] nie wejrzał; wtedy Kain rozgniewał się bardzo i zasępiło się jego oblicze. (1 Moj. 4:4-5, BW) albo: Smuciło to Kaina bardzo i chodził z ponurą twarzą. (BT)

Nie jest wyjaśnione, dlaczego ofiara Abla była ‘cacy’, a Kaina – ‘be’. Może dlatego, że Abel dał barany, a Kain płody rolne? Może, ale któż to wie. O wiele pewniejsza jest myśl, że Kain coś przeskrobał i nie przeprosił za to. Widać, że jest w tym sens, kiedy czytam dalej:

Pan zapytał Kaina: Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować. (Rdz 4:6-7, BT)

Ale Kain nie powstrzymał swojego gniewu. I zabił Abla. Pierwsza nauczka: jeśli się gniewam na kogoś, to jestem na dobrej drodze, by go zabić. To daje do myślenia. A przecież Abel nie był nic winien temu, że Bóg nie wejrzał na ofiarę Kaina. Druga nauczka: nawet, jeśli ktoś mnie bardzo wkurza, to tylko ja jestem odpowiedzialny za swój gniew, nikt inny! (Nawet w tym wypadku: Łuk. 15:28)

Tak się zachowują dzieci: zrobią coś złego, wiedzą o tym (same lub od rodzica), więc są ponure. Ale są też gotowe brnąć w to złe zachowanie, tylko po to, by się nie poddać. „Będzie po mojemu!” – myślę i ja. I to jak często! Wstyd. Bywam Kainem.

W Nowym Testamencie znajduję dużo miejsc, gdzie mowa jest o tym, że gniew to poważne zło (Rzym. 12:19, 2 Kor. 12:20, Gal. 5:19-21, Efez. 2:3, 4:31, 6:4, Kol. 3:8, 1 Tym. 2:8, Tyt. 1:7, Jak. 1:19-20). Tego nie będę rozwijał.

Myślę jednak jeszcze o jednej rzeczy: przecież Bóg się gniewa! Potwierdzają to setki cytatów z Biblii. Oto jeden z nich: I [Jezus] spojrzał na nich z gniewem, zasmucił się z powodu zatwardziałości ich serca, i rzekł owemu człowiekowi: Wyciągnij rękę! I wyciągnął, i ręka jego wróciła do dawnego stanu. (Mar. 3:5, BW)

To już nie jakiś odległy, niewidzialny Bóg, ale Jezus – Bóg w ludzkiej skórze, który miał takie same emocje jak ja! Gniewa się. Tu warto zadać dwa pytania: 1. dlaczego? 2. co Jezus z tym robi? Każdy inteligentny człowiek odpowie sobie na to, nie będę rozwlekał rzeczy.

Wreszcie przypomnę cytat ze św. Pawła, który często jest serwowany małżeństwom: Gniewajcie się, lecz nie grzeszcie; niech słońce nie zachodzi nad gniewem waszym (Efez. 4:26, BW). Czyli znów: mam być jak dziecko, żeby wejść do „Królestwa Niebios”. Dziecko gniewa się, ale szybko też opamiętuje, nie zatwardza serca. Bo chce być kochane.

Ważne, by nie unikać, nie ukrywać swojego gniewu, ale mówić o nim, przyznawać się, przepraszać, wybaczać. Myślę, że tak to trzeba zrobić.

Autor: jpz2

Powiązane posty: