Być jak Czech

K. zawsze powtarzała, że życie to nie jest walka. Traktowałem to przekonanie z życzliwym politowaniem, a ona nie pozostawała mi dłużna. Twierdziła, że moje „życiowe walki” to ułuda, że nie o to w tym wszystkim chodzi, że trzeba raczej dążyć niż walczyć. Śmiała się ze mnie, a ja śmiałem się z niej. I pozostawaliśmy na swoich pozycjach.

Czesi nigdy nie doceniali Niemców, a K. nigdy nie doceniała diabła. To wszystko dlatego! Jak się nie dostrzega zła w sobie, to rzeczywiście życie przestaje być walką. Ależ zło jest! A Niemcy to się panoszyli, zwłaszcza ci Habsburgowie, te arystokratyczne cwaniaki, co zamiast wojenek mieli dyplomację oraz sieć królewskich mariaży, sojuszy, konszachtów i cyrografów.

Dziś przyszła mi do głowy myśl szalona: może K. miała rację? Może nie trzeba wcale skupiać się na walce? Walce o czystość, o spełnienie marzeń… Kto się skupia na walce, skupia się na wrogu. A może to wcale nie jest potrzebne? Przecież Czesi jakoś przetrwali i mają się dobrze, nawet lepiej od Polaków. Dążyli do ideału, w naszym regionie Europy byli prymusami industrializacji. No, dość historii.

Pora na wnioski. Walki, bitwy, wojny, starcia, konfrontacje, utarczki, zmagania – to wszystko powinno być moim zajęciem, ale tylko przy okazji dążenia do sprawiedliwości, dążenia po drodze. Mówi o tym na przykład pierwszy Psalm:

Szczęśliwy mąż, który nie idzie za radą bezbożnych, ani nie stoi na drodze grzeszników, ani nie zasiada w gronie szyderców, lecz ma upodobanie w zakonie Pana i zakon jego rozważa dniem i nocą.
Będzie on jak drzewo zasadzone nad strumieniami wód, wydające swój owoc we właściwym czasie, którego liść nie więdnie, a wszystko, co uczyni, powiedzie się.
Nie tak jest z bezbożnymi! Są oni bowiem jak plewa, którą wiatr roznosi. Przeto nie ostoją się bezbożni na sądzie ani grzesznicy w zgromadzeniu sprawiedliwych.
Gdyż Pan troszczy się o drogę sprawiedliwych, droga zaś bezbożnych wiedzie do nikąd. (Ps. 1, BW)

Jest jeden sposób na to dążenie: upodobać sobie zakon Pana i rozważać go dniem i nocą. I co to daje? Pan się troszczy o tę drogę i to jest jedyna droga, która do czegoś zmierza. Wszystkie inne drogi wiodą donikąd. Jeśli nie rozważam zakonu, idę donikąd. A skoro tak, to pozostaje mi robić jedno: walczyć, w kółko walczyć.

Autor: jpz2

Powiązane posty: