Być albo nie być. Świnią

Znudziło mi się chrześcijaństwo, o którym nie mogę mówić z pasją moim przyjaciołom. Im nie sprzedam ściemy, bo mnie znają. Chcę przygody lepszej niż wszystko inne. A konkretnie…

Wyzwanie pierwsze to gniew. Z przyjemnością zwracam na to baczną uwagę i pilnuję się. Do doskonałości jeszcze długa droga, więc myślałem, że nie najdzie mnie ochota na kolejne przykazania. Ale po dwóch dniach właśnie zapragnąłem więcej. Co jest w kazaniu na górze następne w kolejności?

O, nie.

Cudzołóstwo. Nie można odłożyć tego na za tydzień? Albo, albo w ogóle na później jakoś? Przecież ja już wszystko o tym wiem! A przynajmniej tak mi się wydaje.

Słyszeliście, iż powiedziano: Nie będziesz cudzołożył. A Ja wam powiadam, że każdy kto patrzy na niewiastę i pożąda jej, już popełnił z nią cudzołóstwo w sercu swoim. Jeśli tedy prawe oko twoje gorszy cię, wyłup je i odrzuć od siebie, albo wiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby całe ciało twoje miało pójść do piekła. A jeśli prawa ręka twoja cię gorszy, odetnij ją i odrzuć od siebie, albowiem będzie pożyteczniej dla ciebie, że zginie jeden z członków twoich, niż żeby miało całe ciało twoje znaleźć się w piekle. (Mat. 5:27-30, BW)

Najgorsze jest to, że słyszę, czytam te kilka wersów już po raz setny, dwusetny! I co? I najczęściej sobie myślę: może i patrzyłem, może i tego… Ale przecież oka se nie wyłupię, ręki nie odetnę. Jezusowi nie o to chodziło.

Właśnie o to mu chodziło! Chciał być dosadny i już bardziej nie mógł. No chyba, że stałby się wulgarny. Wszak jeszcze inne rzeczy można odcinać. Dlaczego nigdy o tym nie myślałem? Żyć bez oka? Jezu! Żyć bez prawej ręki? A on mówi, że to lepsze niż kompromisy, niż te „małe” grzeszki; pożądliwe spojrzenia, ma… masturbacja (uf, trudne słowo). A co innego Jezus mógł mieć na myśli, mówiąc „prawa ręka twoja cię gorszy”?

Przecież nie mówił o dotykaniu kobiety! Bo to dla Żydów był elementarz. On chciał ustawić poprzeczkę wyżej niż Mojżesz, jeden z pierwszych prawników. To znaczy tam, gdzie była na początku. Już uciekam od tematu (z lubością).

Stawką nie jest czyste sumienie! Stawką nie jest grzeczny chłopczyk z ulizaną grzywką, który boi się dotknąć myszki. Komputerowej. Na miłość… Kogo to obchodzi? Bądźmy dojrzali. Stawką jest kompletny facet! Nie pozbawiony oka ani prawej ręki. Stawką jest ciekawe życie, trójwymiarowe i silne.

Mówią: facet to świnia. A to jest jego być albo nie być. Bo on, bo ja… chcę tego i nie chcę zarazem. Chcę, pod pewnymi warunkami. Takimi, jakie jasno stawia Jezus, który świnią nie był. Nie chcę być niekompletny, niemęski, nieprzydatny, niewidomy. A do tego jest jedna droga: żadnych wyjątków, nawet najmniejszych.

Publiczna spowiedź? A kto z czytelników może zdawać sobie sprawę, ile i co jest za mną lub przede mną? Bóg patrzy z góry (a może właśnie z boku?) na nas i na nasze grzechy i mam wrażenie, że On i śmieje się, i płacze. Płacze, bo odrzucam go, zapominam o jego miłości. Śmieje się, bo te grzechy są tak naiwne, małe i głupie – bez względu na to, jak bardzo wydają mi się ogromne. Mam nad nimi panować. I tak podjąłem drugie wyzwanie.

Autor: jpz2

Powiązane posty: