Burza

– Słyszałeś?
– No?
– Co on powiedział?
– Słyszałem tylko „popatrz…” i dalej już nie. Widziałem, jak kiwnął głową na naszą przyczepkę, pokazywali ją sobie. I popedałowali.
– No właśnie. Wszyscy to robią. Wszyscy patrzą najpierw na przyczepkę, potem na nas. W takiej kolejności.
– He he, no tak. To dość zabawne, ale wiesz… też bym tak zrobił. – Po tych słowach zamyśliłem się, bo przed chwilą też zaglądałem tam do nich, do przyczepki. Spali. Poprawiłem tylko zasłonkę, bo U. machnęła przez sen nogą. Potem zakaszlała i z kolei Fi. się przebudził na pięć sekund. Przekraczam z powrotem leśny dukt, do ławeczki, na której siedzimy z A., na przeciwko.
– Zmęczeni. – Mówię spokojny. – Spać będą, póki nie ruszymy. – Rzekłem, jakbym doglądał stada. I zerknąłem na telefon, na zdjęcie, które im zrobiłem. Ale to nie to samo, co popatrzeć na nich na żywo;
jak śpią w tej przyczepce. To przyczepka rowerowa, niby dwuosobowa, ale wąska, więc przytuleni. Wtoczyłem to do rowu i przechyliłem tak, żeby bardziej dzieci położyć. Nogi wyżej, horyzontalnie – tak bardziej wypoczną. Strasznie mi się to podoba, że tak sobie cicho leżą. Ale to nie wszystko – to widzę co wieczór. Ale że tak blisko siebie – jedno do drugiego, jak lustrzane odbicie. Są do siebie tacy podobni. Z wyglądu – mimo wszystko. I z charakteru – mimo wszystko. Cieszę się, że mogą być razem. I sobie marzę w te kilka sekund podpatrywania, że jak dorosną, będą się lubić i się wspierać. I że żadne życiowe burze tego nie obalą, nie zmienią. Chyba każdy rodzic o tym marzy. Wracam na ławeczkę.
– Słyszysz? – Pyta znów A., tym razem zerkając w niebo.
– No, samoloty.
– Nie, to nie samoloty.
– Samoloty. Tak trochę „szszsz”, a trochę „brumruuu”.
– Właśnie to „brumruuu” – to nie samoloty, przecież burza idzie.
– E, samoloty też tak robią. Sporo ich, tych dużych też, one taki huk dają.
– Mówię ci, że burza. – Upiera się A. Nagle ucichło. Usłyszałem basowe, majestatyczne grzmoty z oddali. 
– Ok, teraz wierzę. To… zbieramy się? – Uśmiecham się niepewnie. – No wiesz, żeby dzieci nie zlało.
– Zbieramy. – Podnosi się A. A szkoda, tak miło było. Mocuję przyczepkę na powrót do widelca. Ruszamy.
– Zresztą, co tam burza. – Rzucam do A. przez ramię. – Miło się z tobą siedziało i miło się ruszyło dalej.
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: