Buda

U. była w szoku – zniknęła buda. Dosłownie przed chwilą jeszcze była, a ja sprzątnąłem wszystko: cztery krzesła odstawiłem pod stół, do każdego wprawiłem siedzisko, które było wyjęte przez dzieci. A na wierzch poduszkę. Złożyłem narożnik i uporządkowałem poduchy. Złożyłem koc w kostkę.
Dziesięć minut po żalu i rozpaczy – U. przypomina sobie:
– Tato, dlaczego sprzątnąłeś budę?
– Już ci mówiłem, zrobiłem to dla babci. – Widzę, że U. nad tym myśli. – Ty myślałaś, że babcia się z budy ucieszy, jak jej pokażesz?
– Mhm, tak… – Smutno potwierdza U.
– No widzisz, a ja myślę, że się ucieszyła, że jest sprzątnięte, bo tak to nie miałaby gdzie usiąść; ani krzesła, ani kanapy. – Wyjaśniam, a U. dalej rozważa w myślach. – Babcia jest zmęczona i po pracy chciała zjeść, odpocząć… Ale wiesz możemy jeszcze zrobić budę…
– Tak, u babci!
– No, nie, u ciebie na łóżku. Może być?
– Tak!
Dwie godziny później jest już po czytaniu na dobranoc. – „Męczące to”. – Myślę sobie i dziwię się, bo czytać na głos bardzo lubię. Już mam zamykać drzwi, kiedy:
– Hy! Buda! Obiecałeś!
– No, tak, obiecałem. Pamiętasz?
– Tak, obiecałeś. – Powtarza U., jakby dla upewnienia się, że to będzie.
– Ok, zbuduję ci szybko. I będziesz w niej spać?
– Naprawdę? Tak!
– Naprawdę. Jak obiecałem, to muszę zrobić. – Ustawiam: krzesło, starą teczkę A2, którą A. nosiła kiedyś na lekcje rysunku, poduchy i na wierzch starą listwę przypodłogową i koc. Jest buda. Akurat dziś dotrzymanie słowa było proste.
Autor: jpz2

Powiązane posty: