Bóg wybiera wkurzonych

Jeśli jesteś uparty jak ja i zdarzało ci się uczucie, że przyjęcie nagany cię przerasta, i złośliwie obstawałeś przy swoim, to… dobrze trafiłeś – ten tekst (dziś trochę dłuższy) jest właśnie dla ciebie.

A może przeciwnie, starasz się być w porządku wobec wszystkich – ludzi i Boga – i czasami zdaje się, jakby nikogo to nie obchodziło? I znosisz fakt, że jest po prostu porażka i bida z nędzą, i… to jest strasznie wkurzające, żeby gorzej nie powiedzieć. Jeśli tak, to również dobrze trafiłeś – ten tekst jest dla ciebie. Bo tak naprawdę mogę być jednym i drugim typem człowieka – zależy od mojej decyzji.

Księga Sędziów zaczyna się od opowieści, jak Izrael zamieszkał w swojej Ziemi Obiecanej, nie wypędził wszystkich jej mieszkańców, jak miał przykazane – nie zdołał albo nie chciał – i między innymi z tego powodu szybko odwrócił się od Boga. Odwrócił się, to znaczy zaczął sobie żyć swoimi sprawami, na kocią łapę, zapoominając, że coś trzeba, a czegoś nie wolno i że są jakieś świętości, których szargać się nie godzi i… nie warto po prostu.

I Bóg to wszystko widzi, gniewa się i z bólem serca postanawia dać nauczkę. Napadają na Izrael narody, które jeszcze nie tak dawno… uciekały. A jeden z tych narodów rozbisurmanił się wyjątkowo. Najeżdżał, wyjadał wszystko do cna, tak że „Izrael bardzo zbiedniał” (6:6).

I oto jest sobie pewien Żyd, który jak wszyscy jego bracia klepie biedę. I tę biedę klepie dosłownie.  Siedzi w jakiejś ciemnej norze, brudny, spocony, głodny i klepie cepem o klepisko, młóci jakieś nędzne resztki tego, co się udało zebrać przed albo po Midianitach. Po tych psach okrutnych. Bolą go plecy, to się prostuje. Walnął się w głowę. – Aj! Te ohydne pieczary, jamy, do cholery! Kiedy to się skończy?! – Spluwa z obrzydzeniem i pasją, i znów: klep! klep! klep! I w tedy przychodzi jakiś facet i mówi:

— Wiekuisty z tobą, dzielny rycerzu! – A Gideon mu odpowiedział:
— Przepraszam, mój panie! Czyżby Wiekuisty był rzeczywiście z nami? Czemu więc, to wszystko nas spotkało? I gdzie są wszystkie Jego cuda, o których nam opowiadali nasi ojcowie, mówiąc: „Czy nie Wiekuisty wyprowadził nas z Micraim?” A teraz Wiekuisty nas porzucił oraz podał nas w ręce Midjanitów. – Wtedy Wiekuisty zwrócił się do niego, mówiąc:
— Idź z tą twoją mocą, a wybawisz Israela z ręki Midjanitów. Zaprawdę, Ja cię posyłam! – Zatem Mu odpowiedział:
— Przepraszam, Panie! Czym mam wyratować Israela? Przecież mój ród jest najsłabszy w pokoleniu Menasze, a ja najmniej znaczny w domu mojego ojca. (12:15, NBG)

Jest coś, za co nie można nie kochać Gedeona – to jego prostolinijność i szczerość. Mówię o tym samym, co widać u Natanaela, który dziwi się na wieść o Jezusie-Mesjaszu: „Czy z Nazaretu może być coś dobrego?” (Jan. 1:46, BW) Jezus się nie obraża, ale komentuje z uznaniem: „Oto prawdziwy Izraelita, w którym nie ma fałszu”. (47) W całej historii Gedeona to się tylko potwierdza, polecam! (Sędz. 6-8)

Ta cecha Gedeona była, jak sądzę, decydująca. Ta szczerość i pewien rodzaj zdrowej frustracji sprawiły, że został wybrany przez Boga na generała, na wybawcę Izraela. Te cechy sprawiły, że nie zawahał się, gdy przychodziły trudne momenty i… rozkazy. Tak, bywało, że zwlekał i prosił o potwierdzenie. Tak, bał się. Ale się nie wycofał. Wiedział, jaka jest stawka. Brzydził się tą niewolą i jej przyczyną – bałwochwalstwem.

Był wkurzony po prostu. Jeśli został wybrany przez Boga, musiał odznaczać się też jakąś dozą świętości, sprawiedliwego postępowania. Ale jak każdy bohater biblijny nie był bez wad, co czyni go postacią tym bardziej interesującą i łatwą do utożsamienia się. A propos utożsamienia; jaki ja mam stosunek do rzeczywistości i smutnych faktów? Czy w ogóle je zauważam? Traktuję jak przeszkodę, czy raczej okazję do spełnionego życia? Do tego, by zostać „wybawicielem”, skoro tylko nadarzy się okazja?

Autor: jpz2

Powiązane posty: