Błąd

Fi. czeka na babcię An. Czeka, bo narysował i napisał dla niej laurkę. Wszystko na czarno. Jak Johnny Cash. Na środku duże serce, niżej wielki czarny pas, który, jak się okazało, nie przedstawia nic, tylko jest po to, żeby tam nic nie było. Ale wygląda świetnie. Do tego napis:
DLA BAPĆI ANI ZIUŁKOFSKIEJ
– Filu, ale akurat ta babcia nie ma nazwiska Ziółkowska, tylko Dyszy.
– Ale musi mieć takie nazwisko.
– No ale mógłbyś tutaj to zmienić, bo będzie błąd. – Upieram się, pomijając już milczeniem inne błędy. 
– Nie, musi być Ziółkowska.
– Więc co? Zmieni nazwisko?
– No… – Przytakuje Fi., ale widzę, że to już nie ma znaczenia. Jakoś posmutniał. Przyszedł się pochwalić tym rysunkiem, a tutaj co? Źle.
– Oj, Filu, przepraszam, że tak zacząłem od krytycznych uwag. Tak w ogóle bardzo mi się podoba ten twój rysunek. Po prostu zastanawiam się, czy Ania nie będzie mieć nic przeciwko.
– Nie będzie! – Odpowiada Fi. z pewnością, nieco podniesiony na duchu.
– No świetne to serce i to czarne pole. No i w ogóle, że sam to napisałeś. Bardzo ładne. 
– No, tak, tato.
Uff. Dlaczego tak zrobiłem? Przecież nie można zaczynać od zauważania małych błędów, traktując jako oczywistość, że cała reszta jest wspaniała. Pocieszając sam siebie, przyznałem w duchu, że chyba i tak sporo chwalę Fi. Zresztą A. też. Weszło w nawyk. Aż bratowa O. się z nas naśmiewa i przedrzeźnia. I dobrze. Lepiej przesadzić w tę, niż w drugą stronę. Siła pochwały większa jest przecież od siły kary.
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: