Bieganie

Dzwoni O. bratowa:
– Halo? – Jestem ciekawy, w jakiej to sprawie. Bo przecież nie na pogaduchy.
– Cześć, Jasiek, czym ty zszywałeś tę dziurę w siatce od trampoliny?
– No zwykłą nitką, z tego drewnianego pudełka po herbacie wziąłem. A co?
– Poszło wszystko – ten twój cały szew.
– Wszystko? Ja to pół godziny robiłem!
– Wiesz, jak bawi się Jędrek z dziećmi, że je podcina. I Miron wypadł.
– No ale ta siatka… To jakaś syzyfowa praca w takim razie.
– Wiesz, stała całą zimę i pewnie dlatego teraz tak się drze.
– I co, nic się nie stało Mironowi? – Zreflektowałem się, że to ważniejsze.
– A, no nic mu nie jest, niezniszczalny. – Pochwaliła syna.
– No dobra, to powodzenia.
– No a co tam u was?
– A wiesz, zostałem właśnie z Filem, Ula śpi.
– A Agnieszka?
– Biega, ale wiesz, ona biega po sklepach. – W słuchawce słyszę dziki śmiech, w którym pobrzmiewa jednakże pełne zrozumienie i akceptacja. Ja dalej nadaję: – To znaczy ubiera się sportowo, biegnie i wpada po to i po tamto. Dzisiaj ponoć w ciuchu utknęła. Dla mnie to bez sensu, rozumiesz, ja bym na jej miejscu najpierw zrobił zakupy, a potem poszedł biegać, jak prawdziwy sportowiec. Niech se nawet wychodzi na trzy godziny, ale oddzieli jedno od drugiego. Bo tak – to niefachowo. Ale jej nie przekonam.
– Ha ha… – Nie może się jeszcze powstrzymać O. – I co, ty biedaczek sam zostałeś?
– No, wczoraj było podobnie, aż się obraziłem. Mówiła, że będzie za pół godziny, a była za godzinę piętnaście. A może nawet półtorej! Aż sam się sobie dziwię, że tak niedokładnie zmierzyłem. – Ociekam autoironią.
– O Boże, to ty jej tak wydzielasz? Do mnie wraca Jędrek i mówi: – Idź, już idź, ja z nimi zostanę.
– Nie, no właśnie dziś powiedziałem jej na odchodnym, że „co, pewnie wrócisz na noc?”, tak pół żartem, pół serio.
– No raczej.
– A wczoraj właśnie powtarzałem, że nie chcę wyjść na takiego kontrolera. Lubię, jak może sobie wyjść, ale też… czekam na nią.
– I co, nie możesz poczekać trochę dłużej?
– No, mogę, tylko chciałbym wiedzieć, ile: godzinę, dwie, trzy… Jak na coś czekasz, to też wolisz wiedzieć z góry, ile to potrwa.
– O, ja to rozumiem. Czasem nawet wolę jak Jędrek wyjeżdża, bo wtedy nie muszę myśleć, jak długo jeszcze, tylko wiem, że długo.
– No, a jak ja wracam z pracy, to chcę pobyć też z Agnieszką.
– No co ty? To nie chodzi o to, że musisz sam z dziećmi siedzieć?
– Właśnie nie. To znaczy na pewno jest odrobinę trudniej, ale staram się myśleć i na ogół też tak czuję, że to jednak dobrze i miło być ze swoimi dziećmi. Tylko Agnieszki brakuje.
– Boże, ty ją naprawdę kochasz. – Palnęła O. z właściwym sobie pomieszaniem ironii i szczerości do bólu.
– No… Tak jakby. – Trzymam fason. – W każdym razie trochę tęsknię.
– I co Aga na to?
– No, mówi, że to dobrze wiedzieć, dlaczego tak jej pilnuję, ale też lubi czasem wyjść bez limitu. – Westchnąłem sobie. – No to poszła. Pobiegła.

«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: