Bezczelny kaznodzieja

Szokujące wyznanie Dawida z Psalmu 51 przypomniało mi, że jeśli idę drogą, to zawsze mam dwa rowy, w które mogę wpaść. Inaczej mówiąc, jeśli nie trzymam się zasady „złotego środka”, łatwo zacznę popadać w skrajności.

Przykładem, jednym z tysiąca, może być to, jak postrzegamy kaznodzieję. Albo w ogóle każdego, kto ośmiela się uczyć o Bogu, namawiać do pokuty itd. Od takiego wymaga się więcej. Taki otrzyma surowszy wyrok. Grzeszny kościół nie ma siły przekonywania, jaką ma święty kościół. To wszystko prawda.

Ale z drugiej strony, zauważmy, co pisał Dawid, „gdy go odwiedził Natan, prorok, po przyjściu do Batszeby” (Ps. 51:2):

Zmiłuj się nade mną, Boże, według Twojej łaski; obmyj mnie zupełnie z mojej winy, oczyść mnie z mojego grzechu… Rozgrzesz mnie… Serce czyste stwórz wewnątrz mnie, Boże, i odnów we mnie stałego ducha. Nie odrzucaj mnie… Przywróć mi radość Twojego zbawienia i pokrzep mnie duchem gorliwym. 

…a wtedy… co? „Będę już grzecznie i cicho siedział”? Nie! Czytajcie dalej:

Wtedy będę nauczał przestępców Twoich dróg, i grzesznych, aby do Ciebie powrócili.. 

– To mówi człowiek, który dopiero zgrzeszył i to ciężko, obrzydliwie. – Jak może być tak bezczelny?  – Chciałoby się zapytać. Ledwie się splamił i chce pouczać innych?!

Tak krzyczy legalizm. Wiara w siebie, że „dobrze, teraz będę tak święty, tak dużo dla Królestwa Bożego zrobię, że ludzie uwierzą, że TO DZIAŁA!” – To tylko z pozoru pobożne słowa. I nawet fundament mają słuszny: powinniśmy przecież być święci, jak Bóg jest święty. Świecić przykładem (świecy się nie chowa pod koszem – uczył Jezus).

Cała reszta to kłamstwo. Nie jestem źródłem zbawienia. Bóg nim jest. I właśnie w chwili, gdy się czuję najbardziej słaby, pamiętając, że byłem tak brudny, zeszmacony, biedny i niegodny, i wszystko zawdzięczam Tacie, wdzięczny za przebaczenie i nową godność, wtedy najlepiej mogę uczyć „przestępców Jego dróg”. Obłuda? Nie, właśnie wszystko inne będzie obłudą.

Autor: jpz2

Powiązane posty: