Benio

A. z An. odwiedzają (pra)babcię Z. w szpitalu. Ja z dziećmi ruszamy samochodem dalej, na Pole Mokotowskie. Plan jest prosty: zaliczamy wszystkie zabawki na placu zabaw, a potem idziemy wrzucać kamienie do jeziorka („nie, Filu, nie cegły ani kostki bauma, chociaż wiem, że te są najfajniejsze, bo największe”). U. na fali jakiejś ekscytacji ogłasza z tylnego siedzenia:
– Jesteśmy bracia Rożek!
– Bracia Rożek? – te koziołki z waszej ulubionej bajki o złym trolu?
– Taak!
– A jak wy się nazywacie? Ty jesteś Bysio, Berti, czy Benio?
– Ja jestem Bysio!
– A Filo?
– Filo jest Berti.
– A przecież Filo jest starszy i większy – tak jak Bysio, to może… on jest Bysio, a ty Berti?
– Tak.
– Brakuje tylko małego Benia.
– Tak?
– Tak, ale moglibyście przecież mieć jeszcze małego braciszka albo siostrzyczkę. Jak by to było, gdyby was była trójka rodzeństwa, a nie dwójka?
– Nie żartuj tak, tato.
– He, he. Nie żartuję. Przecież mama mogłaby mieć jeszcze jednego dzidziusia, co? Co wy na to? – Fi. wciąż milczy. U. odpowiada, ale zupełnie wymijająco:
– Pomyślimy o tym, tato.

«
Autor: jpz2

Powiązane posty: