Baw

W Teatrze Akademickim śpiewaliśmy „Bawia”, nie „Pawia”. A właściwie „Baw mnie” – piosenkę Seweryna Krajewskiego z tekstem Jacka Cygana; w naszym wykonaniu, z choreografią stylizowaną na tango było to chyba jeszcze bardziej zmysłowe i zabawne niż oryginał. Była to jedna z piosenek, przy których resztki tremy puszczały, a pozostawały wyuczone na blachę ruchy, słowa, emocje, spojrzenia i… czysta zabawa. Był to moment odprężenia i zapomnienia, że trzeba się koncentrować na szczegółach, które się ćwiczyło na próbach.
Przypomniało mi się to, bo właśnie o zabawie myślałem. I o dzisiejszej złotej myśli U. Nasza córka ostatnio lubi udawać, że czyta. Może dlatego, że zazdrości Fi., który czyta już od roku, a więc zaczął, gdy miał trzy i pół. Nie, nie jesteśmy chorobliwie ambitni, ja tylko w jakiś sposób odpowiadałem na jego zainteresowanie literami i wyrazami. Przy tym myślałem: chce się uczyć czytać, a jeszcze nie zawsze umie się wysłowić – po kolei, kolego. Ale faktem jest, że U. to chyba imponuje, więc bierze czasem tekst i pokazuje palcem, i odczytuje, co tam sobie wymyśli albo pamięta.
Dziś wzięła gazetę i bardzo poważnym tonem, sylabizując tak, by dodać sobie autentyczności, odczytała sugestywnie: 
— Zasada pierwsza: Jeśli możesz się bawić, to się baw!
— Ha ha! – Śmieje się A. – Ulciu, jesteś genialna. Podpisuję się pod tą maksymą.
— Ja też. – Dodałem sam. Reakcja U.: z jednej strony, trochę zdezorientowana, że jej ktoś przerywa, bo już miała lecieć jakaś zasada druga, naprędce wymyślona. Z drugiej strony, zadowolona, że się ją chwali. A z trzeciej, pewnie nie przeczuwająca śmiesznego kontekstu: że liczba jej fochów w tym dniu, sięgających dziewięćdziesięciu decybeli, naprawdę woła o to, by napisać kredą w kominie albo złotymi zgłoskami na ścianie: jeśli możesz się bawić, to się baw!
«
»
Autor: jpz2

Powiązane posty: